Poeta i bogini securitas

Poprzednie miesięczniki

Kultura i agentura. Walka o pamięć W stosunku do PRL działacze (także poeci) przyjmowali postawę dwojaką: totalnej negacji albo gry. Zwolennicy pierwszej, np. Jerzy Giedroyć, uważali za naganną każdą formę obecności w kraju – niosła bowiem konieczność kompromisów, rozmów, oddychania tym samym powietrzem. Postawa ta miała istotne braki: twórcy emigracyjni ograniczali swój wpływ na społeczeństwo; daniny, których odmawiali władzom PRL, płacili często władzom innych państw; zaś stając się obywatelami marginesu, obniżali też artyzm i siłę oddziaływania własnych dzieł. Namiastką emigracji była emigracja wewnętrzna – granicząca z bierną zgodą na zło. Taki maksymalizm etyczny był niemożliwy w praktyce – sam pobyt w zniewolonym kraju zmuszał do pewnych kontaktów i kompromisów. Nie był wolny od nich nawet Kościół – gdy „odcinał się” od bp. Kaczmarka – choć nie została przekroczona granica hańby. (Co zdarzyło się krakowskim literatom – Błońskiego, Szymborskiej i Mrożka nie wyłączając.) Na absurdalność takiego maksymalizmu zwracał uwagę i Herbert, przypominając, że Traugutt zdobył wykształcenie wojskowe jako carski oficer i że nawet Piłsudski musiał z Austriakami rozmawiać. Druga z postaw była trudniejsza i pełna pułapek – nie zawsze można było dostrzec granicę non possumus wytyczoną przez kard. Wyszyńskiego. Poza tym opozycyjność oficjalna była ograniczona, czasem nawet koncesjonowana, a prawie zawsze kontrolowana. Świat kultury przeniknięty był agenturą normalną i
     
5%
pozostało do przeczytania: 95%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze