Różne Niepodległości

Poprzednie miesięczniki

Słowo „nacjonalizm” miało kojarzyć się w przestrzeni sowieckiej z tym, co najgorsze, nacjonalistów przedstawiano w literaturze i karykaturach jako ludzi nienawidzących wszelkich narodów i kultur poza swoimi własnymi i gotowych wymordować sąsiadów, i to najlepiej siekierami. Gdy w 1991 r. zaczął rozpadać się Związek Sowiecki, nacjonalizm począł przybierać bardzo przyjemne formy: kraje bałtyckie natychmiast podjęły ze sobą współpracę, a mieszkający tam Rosjanie, zwłaszcza ci, którzy żyli na tych terenach od dawna, przyłączali się do Frontów Narodowych. Nie potrwało to długo. Rosjanie zaczęli zachowywać się tak, jak ostatnio w przypadku Gruzji, czyli jak zawsze: organizowali prowokacje wewnątrz samych krajów, mające pokazać ohydne oblicze nacjonalizmu, podejmowali próby oddzielenia różnych regionów, straszyli zamieszkałych tam Rosjan, dawali im paszporty dowodzące tego, że są obywatelami Rosji, ale nie umożliwiali im powrotu na łono ojczyzny i wnosili kolejne skargi na fora międzynarodowe. Akurat w tym okresie, 1991–1993, dużo jeździłam po krajach bałtyckich. IDEE (Instytut na rzecz Demokracji w Europie Wschodniej, którym do dziś kieruję z Waszyngtonu) miał do rozdysponowania różne granty i pamiętam tę satysfakcję, gdy znajomi z Instytutu im. Jaana Tonissona (Jaan Tonisson, premier niepodległej Estonii, minister spraw zagranicznych, zamordowany przez Sowietów w 1941 r. w wieku 73 lat) na pytanie, co najbardziej jest im potrzebne, odpowiedzieli, że pieniądze na wydanie po
     
30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze