Czekiści na Kremlu

Termin „siłowicy” będzie kojarzył się z epoką Putina, jak np. „pierestrojka” z rządami Gorbaczowa. To symbol nowego zjawiska w postsowieckiej Rosji – imponującej ekspansji w polityce, gospodarce, kulturze wychodźców z instytucji siłowych: armii, służb specjalnych, milicji i prokuratury. Grupa siłowików jest wewnętrznie mocno zróżnicowana, ale bez wątpienia jej trzonem, elitą elit są czekiści. Modelowy czekista to były oficer KGB – obecnie wysoki urzędnik państwowy lub członek władz wielkiego koncernu – główny beneficjent zmian zaszłych po 2000 r., kreujący się na zbawcę ojczyzny zagrożonej przez zewnętrznych (Zachód) i wewnętrznych (liberałowie) wrogów.

Za prezydentury Putina najważniejsze stanowiska w administracji i biznesie obsadziła doborowa grupa ok. 6 tys. siłowików. Z badań socjolog Olgi Krysztanowskiej wynika, że co czwarty członek ścisłego polityczno-ekonomicznego kierownictwa to były lub obecny oficer bezpieki i armii. Gdyby jednak liczyć każdego w jakikolwiek sposób związanego z organami bezpieczeństwa, to udział ten wzrasta do 78 proc. rosyjskiej elity.

„Prywatyzacja KGB”

Fizyczna siła ZSRR opierała się na trzech instytucjach: Armii Czerwonej, KGB i MSW; w dzisiejszej Rosji siłowych instytucji jest blisko 20. Nie wiadomo dokładnie, jak wielu ludzi pracowało dla KGB w momencie upadku ZSRR. W kraju, który nigdy nie zaznał nawet szczątkowej lustracji, to nic dziwnego. Dziennikarka Jewgienia Albac w słynnej książce z 1992 r. „Państwo w państwie” szacuje, że w KGB w całym ZSRR pracowało w 1991 r. 720 tys. ludzi, a ok. 2,9 mln współpracowało. Wysoce zdyscyplinowana i zmilitaryzowana służba kontrolowała niemal każdy aspekt życia w ZSRR.

Sowieccy przywódcy, uznając wagę „czynnika siłowego”, panowali nad nim, wykorzystując odwieczną rywalizację Łubianki z armią i poddając je ideologicznemu nadzorowi KPZR. Lecz monolit KGB nie mógł przetrwać upadku ZSRR, a struktury siłowe podpisały na siebie wyrok w...
[pozostało do przeczytania 92% tekstu]
Dostęp do artykułów: