Dramaty Herberta

Nacjonalizm? Patriotyzm?

Kultura polska jest chora. Chory, niedołężny jest nawet język, którym próbujemy mówić o sprawach narodowej kultury, albo może to my, Polacy, jesteśmy już niedołężni. Takie słowa jak naród, Polska, niepodległość zbyt długo i podejrzliwie przeżuwane zaczynają nam martwieć w ustach. A kiedyś, w czasach Tetmajera, były podobno jak komunia...

Herbert umiał mówić o Polsce – w najtrudniejszych warunkach, także wtedy, kiedy szalała cenzura. Nie bez dumy powiedział o sobie w wywiadzie dla „Newsweeka” (1991), że wynalazł język do walki z cenzurą w Polsce. Nawet jeżeli nie wynalazł (wcześniej był Norwid i słynna „Rozebrana”), to doprowadził do takiego kunsztu, iż nawet inteligentni cenzorzy nie mogli się w jego szyfrach połapać. Dziś nie mogą krytycy. Przed dyskusją o patriotycznych wierszach Herberta, trzeba nauczyć się czytać w języku, w jakim zostały napisane. Herbert używał bowiem nie tylko zwykłej polszczyzny, lecz także i polszczyzny niezwykłej, ezoterycznej – dla wtajemniczonych. Poznawać ją trzeba „w biegu” na przykładach konkretnych wierszy.

Wystąpienia wielu utytułowanych dyskutantów grzeszyły w najlepszym razie brakiem logiki. Wyrwał się nawet jakiś polityczny poprawczak, który zaczął dowodzić, że u Herberta nie ma żadnej „polskości”, nie ma cienia „nacjonalizmu”, bo był „zanurzony w patriotyzmie”, walczył o prawa „ludzkie”, nawet „ogólnoludzkie”, a nie „polskie”. Z punktu widzenia logiki mamy tu do czynienia z pomieszaniem poziomów i z przeciwstawianiem całości – jej części. Kultura „ludzka” rozwija się przecież przez kultury tworzone przez narody, kultury narodów tworzą twórcze jednostki. Po drodze pojawiają się jeszcze cywilizacje, państwa, plemiona, ojcowizny – warto by kiedyś uporządkować ten bałagan. Dla dzisiejszych rozważań nie jest to niezbędne. Przypomnieć jednak trzeba, że dla Herberta „nacjonalizm” miał nie tylko ujemną konotację. Owszem, poeta używał tego słowa negatywnie,...
[pozostało do przeczytania 90% tekstu]
Dostęp do artykułów: