Dramaty Herberta

Dodano: 24/04/2008 - 26/2008 NGP
Poprzednie miesięczniki

Nacjonalizm? Patriotyzm? Kultura polska jest chora. Chory, niedołężny jest nawet język, którym próbujemy mówić o sprawach narodowej kultury, albo może to my, Polacy, jesteśmy już niedołężni. Takie słowa jak naród, Polska, niepodległość zbyt długo i podejrzliwie przeżuwane zaczynają nam martwieć w ustach. A kiedyś, w czasach Tetmajera, były podobno jak komunia... Herbert umiał mówić o Polsce – w najtrudniejszych warunkach, także wtedy, kiedy szalała cenzura. Nie bez dumy powiedział o sobie w wywiadzie dla „Newsweeka” (1991), że wynalazł język do walki z cenzurą w Polsce. Nawet jeżeli nie wynalazł (wcześniej był Norwid i słynna „Rozebrana”), to doprowadził do takiego kunsztu, iż nawet inteligentni cenzorzy nie mogli się w jego szyfrach połapać. Dziś nie mogą krytycy. Przed dyskusją o patriotycznych wierszach Herberta, trzeba nauczyć się czytać w języku, w jakim zostały napisane. Herbert używał bowiem nie tylko zwykłej polszczyzny, lecz także i polszczyzny niezwykłej, ezoterycznej – dla wtajemniczonych. Poznawać ją trzeba „w biegu” na przykładach konkretnych wierszy. Wystąpienia wielu utytułowanych dyskutantów grzeszyły w najlepszym razie brakiem logiki. Wyrwał się nawet jakiś polityczny poprawczak, który zaczął dowodzić, że u Herberta nie ma żadnej „polskości”, nie ma cienia „nacjonalizmu”, bo był „zanurzony w patriotyzmie”, walczył o prawa „ludzkie”, nawet „ogólnoludzkie”, a nie „polskie”. Z punktu widzenia logiki mamy tu do czynienia z pomieszaniem poziomów
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze