Bezdroża euroentuzjazmu, rozsądek eurorealizmu

Poprzednie miesięczniki

Unia za nas załatwi? Tak było przed referendum akcesyjnym w 2003 r. Na pytania o warunki dla naszego rolnictwa, przemysłu czy sektora usług udzielano nagminnie aintelektualnej odpowiedzi: będzie lepiej. Wielu myślało z naiwnością pierwszoklasistów, że Unia za nas załatwi wszystkie problemy. Łącznie z korupcją i niewydolnością struktur administracyjnych. Ta wiara pokutuje do dziś, choć już na innych zasadach. Słuszna krytyka funkcjonowania państwa polskiego pod rządami PO jest często przeciwstawiana wyidealizowanej wizji Unii – oazy wolnej od korupcji, układów, nepotyzmu. Taka Unia jest kontrastem wobec Polski tyleż efektownym, co nieprawdziwym. To nie dla kaprysu czy złośliwości Parlament Europejski wymusił w 2000 r. dymisję całego składu Komisji Europejskiej z Jacquesem Santerem na czele. Zarzuty korupcji, totalnej niegospodarności, nepotyzmu (słynny dentysta-kochanek francuskiej komisarz Edith Cresson – zatrudniony jako... specjalista ds. AIDS) legły u podstaw tej, uzasadnionej przecież, wewnątrzunijnej dintojry. Ani to jednak, ani nawet powołanie i funkcjonowanie unijnej policji antykorupcyjnej OLAF nie zmąciło wyidealizowanego obrazu Unii w oczach rodzimych euroentuzjastów. Można tu nawet zauważyć pewną prawidłowość: im gorzej wygląda sytuacja w Polsce, im gorsze oceny sądownictwa, administracji, tym większa tęsknota za Unią i nadzieja w Unii. I tym większe potem rozczarowanie, gdy nierzadko konkursy na stanowiska w UE to fikcja, przetargi na brukselskie
27%
pozostało do przeczytania: 73%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze