Trzeba coś zrobić, gdzieś biec

Poprzednie miesięczniki

Karabinu rozbieranie i ubieranie Dzisiejsza sztuka uwielbia bunt. Mało znani artyści z dnia na dzień wyrastają na medialne gwiazdy, jeśli tylko sprofanują (odpowiednie) symbole. Tymczasem postać jednego z największych buntowników w historii polskiej literatury pozostaje zapomniana. Urodzony w 1909 r. Łobodowski pierwszy raz do aresztu trafił, mając... dwanaście lat. Z gimnazjum wyrzucony został za bojkot fizyki i matematyki. Z uniwersytetu za „szerzenie pornografii i bluźnierstwa w wydawanych przez siebie utworach”. Za kratki trafiał jako oskarżony o komunizm. W wojsku – znów skończył w areszcie (zapewniał tam sierżanta, że nie interesuje go ani rozbieranie, ani ubieranie karabinu). Potem było kilka spokojniejszych lat po politycznym zbliżeniu z „towarzyszem Piłsudskim” (jak pisał o nim w jednym z wierszy). I znowu – w propagandzie PRL znany z antykomunizmu poeta przedstawiany jest jako Józef Ł. (bez nazwiska) – pijak i awanturnik, klęczący przed generałem Franco i zbierający złote monety. Jakby tego było mało, także po wojnie, na emigracji, Łobodowski był samotnikiem mieszkającym nie w żadnym z głównych jej ośrodków, lecz w Madrycie. Splendory hiszpańskie również traktował z rezerwą. Gdy staraniem przyjaciół urządzono mu przyjęcie, w którym brali udział wpływowi hiszpańscy arystokraci, mające pomóc w uzyskaniu stypendium, Łobodowski rzecz potraktował po swojemu. Na bankiet przybył spóźniony godzinę i pijany tak, że ledwo trzymał się na nogach. Przygotowano
     
5%
pozostało do przeczytania: 95%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze