Narastanie buntu

Poprzednie miesięczniki

Tradycyjny obraz gospodarnego, pracowitego i zdyscyplinowanego poznaniaka eksploatowano w tym okresie ponad wytrzymałość. Gdy stolica w 1956 r. otrzymała na utrzymanie infrastruktury miasta około 1 270 zł na mieszkańca, a Kraków około 1 150 zł, to Poznań zaledwie 368 zł. Największe braki na rynku żywności w Wielkopolsce wystąpiły na wiosnę 1956 r. Niezadowolenie wśród ludzi budziły zarazem sklepy specjalne, „za żółtymi firankami” – tylko dla funkcjonariuszy systemu, oraz Galluxy i Delikatesy, w których można było kupić żywność za dolary lub w cenach o wiele wyższych niż w normalnym handlu detalicznym. Obfitość i różnorodność towarów wystawianych na cyklicznie odbywających się Międzynarodowych Targach Poznańskich zdumiewała mieszkańców miasta. Wielu poznaniaków ze zdziwieniem konstatowało, że zaopatrzenie handlu w okresie imprez targowych nagle się poprawia, ich złość budzili zaś odwiedzający miasto zagraniczni goście, którzy nie mogli zrozumieć narzekań mieszkańców. Kroplą, która wypełniła czarę goryczy, było niesprawiedliwe potraktowanie robotników „Cegielskiego” – największego, stanowiącego wizytówkę Poznania i Wielkopolski zakładu – wówczas noszącego imię Stalina.
     
100%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze