Mniej polityki, więcej rozsądku

Politycy wiedzą lepiej

Każdy, kto pracował w administracji, wie, że urząd zajmujący się tysiącem bieżących spraw nie ma możliwości przygotować gruntownej systemowej zmiany. Sprawy aktualne i pilne zawsze będą tam ważniejsze niż pozornie mniej naglące kwestie reformy. Dlatego projekt reformy trzeba mieć gotowy z chwilą objęcia rządów, a nie – jak jest w polskim zwyczaju politycznym – polegać na wierze, że w pierwszych miesiącach uda się coś wymyślić.

Podstawową przeszkodą w profesjonalnym przygotowaniu takiego projektu jest jednak niechęć polityków do korzystania ze wsparcia eksperckiego – mimo że odpowiednich specjalistów (lekarzy, menedżerów zdrowia) wcale w Polsce nie brakuje: funkcjonują oni i na rynku publicznym, i na prywatnym. Do współpracy nie dochodzi, bo – w mniemaniu wielu polityków, którzy zasiadają np. w sejmowej Komisji Zdrowia – korzystanie z wiedzy eksperta może być odebrane przez środowisko polityczne i media jako zwykły brak kompetencji.

W ostatnich latach skompromitowano w ten sposób konsultacje społeczne. Obecnie wszyscy już wiedzą, że są one fikcją i służą tylko temu, by potwierdzić tezy z góry założone przez środowisko polityczne. Jeden z wielu przykładów: w dużym mieście samorząd, przygotowując się do połączenia dwóch szpitali (z czterech posiadanych placówek), postanowił wesprzeć się opinią ekspercką i zlecił analizę przedmiotu. Gdy okazało się, że firma konsultingowa zaleca połączenie jednostek, ale nie tych, które do tego wyznaczono, wezwano firmę do przygotowania poprawki. Zaplanowana wcześniej przez władze koncepcja musiała się bowiem potwierdzić...

Nie inaczej wyglądają „konsultacje” na szczeblu centralnym. Politycy nie chcą i nie umieją słuchać konsultantów – a to ostatecznie zniechęca specjalistów z branży do jakiegokolwiek opiniowania „społecznego” (a więc wykonywanego za darmo). Dzisiaj, gdy związek, w którym działam, jest poproszony o konsultację, mam zawsze duże...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: