Rudy, właź do budy

Dobraczyński – najmita komunistów

„Stokroć potężniej unosi się nad dzisiejszą Polską woń lochów Bezpieki ponad zapach chleba naszego polskiego” – pisał Bielatowicz w ostrej odpowiedzi udzielonej Janowi Dobraczyńskiemu.

24 kwietnia 1955 r. Dobraczyński zaatakował emigrację w „Tygodniku Powszechnym”, odebranym wówczas prawowitej redakcji przez ekipę PAX. W swym tekście dowodził, że w Polsce panuje „duma z wyników pracy i entuzjazm wobec posuwającego się dzieła przebudowy”. Wśród zachęt dla emigrantów, by wracali do Polski, wymieniał tanie kino i teatr. Był też i wspomniany polski chleb. Jednocześnie, występując jako pisarz katolicki, ostro atakował ośrodki emigracji politycznej. Dowodził, że zwykli emigranci „boją się rozmawiać z przybyszem z kraju”, bo na emigracji panuje „terror myślowy”. Ich sytuacja jest nie do pozazdroszczenia, bo „policja nie ufa emigrantom, z wyjątkiem tych, którzy z nią współpracują”. Zaś zachodnie kroniki kryminalne roją się od polskich nazwisk.

Dobraczyńskiemu najostrzej odpowiedział Bielatowicz, wówczas redaktor naczelny katolickiego tygodnika emigracyjnego „Życie”. Narodowiec z krakowskiej Młodzieży Wszechpolskiej wywodził się z tego samego przedwojennego środowiska co Dobraczyński. Odpowiadał kolaborantowi: „Albo Dobraczyński jest najmitą komunistów, odzianym w skórę katolickiego baranka, albo okazem tak spreparowanej psychiki, że widzi rzeczy na opak i głosi poglądy sprzeczne zarówno z pierwszymi zasadami moralności, jak i ze zdrowym rozsądkiem”. Zarzucał mu, że „wyręcza marksistów na niebezpiecznym dla nich i mało dostępnym terenie. Zohydzając emigrację, usiłuje w Kraju podkopywać wiarę w nią, a równocześnie w słabych i mętnych głowach, jakich nie brak na emigracji, spotęgować chaos”.

Nie miał wątpliwości co do roli, jaką z nadania PRL spełniał pisarz: „Jan Dobraczyński nie po to przecież został wysłany na Zachód, aby pozostawić emigrację jej losowi. W ogóle nie przybył...
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: