Gruzińskie marzenie Putina

fot. Aleksiej Witwicki / GAZETA POLSKA
fot. Aleksiej Witwicki / GAZETA POLSKA

Rzadko się zdarza, by służby brały szturmem siedzibę głównej opozycyjnej partii i wsadzały za kratki jej lidera. Zwłaszcza w kraju, w którym opozycja podważa wyniki wyborów i bojkotuje prace nowego parlamentu. Tak się jednak stało w Gruzji, a cała ta sprawa jest najlepszą ilustracją, jak źle się dzieje w państwie, które kiedyś stawiano za wzór reform i dążenia do wspólnoty euroatlantyckiej innym postsowieckim republikom.

Głęboki polityczny kryzys w Gruzji jest niewątpliwie na rękę Rosji. Tak jak się obawiano, rządy oligarchy Bidziny Iwaniszwilego negatywnie odbiją się na zachodnim kursie państwa (niezależnie od publicznych deklaracji), osłabią instytucje państwowe i otworzą nowe możliwości dla rosyjskiej dezinformacji.

Noc Gawriłowa i jej następstwa

Obecna eskalacja konfliktu politycznego w Gruzji sięga 2019 roku i – a jakże – rosyjskiej prowokacji. To w jej wyniku w czerwcu 2019 roku wszczęta została przeciwko szefowi głównej opozycyjnej partii Zjednoczony Ruch Narodowy (ZRN) i jego współpracownikom sprawa karna. Postawiono im zarzuty „zorganizowania grupowej przemocy wobec oficerów policji” i „usiłowania siłowego przejęcia władzy”. Chodzi o wydarzenia tzw. nocy Gawriłowa (21 na 22 czerwca 2019 roku). Wtedy to zwolennicy opozycji pod bezpośrednią wodzą lidera ZRN Nikanora Melii próbowali szturmem wziąć siedzibę parlamentu. Rannych zostało 240 demonstrantów i 80 policjantów. Ponad 300 osób zatrzymano. Co wywołało ich furię? Prowokacja, na którą pozwoliły władze gruzińskie. Otóż w Tbilisi na zaproszenie rządzącej partii Gruzińskie Marzenie odbywało się wówczas posiedzenie Międzyparlamentarnego Zgromadzenia Prawosławnego (skupiającego parlamentarzystów z różnych prawosławnych krajów). W czasie obrad rosyjski deputowany Dumy, komunista Siergiej Gawriłow, zasiadł arogancko i wyzywająco w fotelu zarezerwowanym dla przewodniczącego parlamentu Gruzji. Na większość Gruzinów, pamiętających wojnę z 2008 roku i wciąż trwającą rosyjską okupację Abchazji i Osetii Południowej, podziałało to jak czerwona płachta na byka.

W ramach postępowania karnego w sprawie szturmu na parlament Nikanor Melia został obciążony kaucją i zobowiązany do noszenia bransolety elektronicznej. Zerwał ją jednak podczas protestów po ogłoszeniu zwycięstwa wyborczego Gruzińskiego Marzenia w ostatnich wyborach parlamentarnych (listopad 2020 roku). Wtedy sąd obciążył go kaucją 70 tys. lari, czyli około 21 tys. dolarów. Melia nie wpłacił jej w całości, tłumacząc, że nie chce płacić „niewolniczego trybutu Putinowi”, którego interesy, jak mówił, są „realizowane w Gruzji przez rządzącą partię Gruzińskie Marzenie” miliardera Bidziny Iwaniszwilego, który fortunę zdobył głównie w Rosji. 17 lutego 2021 roku sąd miejski w Tbilisi wydał w związku z odmową wpłacenia kaucji nakaz zatrzymania Melii. Doszło do próby – nieudanej – zatrzymania lidera opozycji. Już nazajutrz w kierownictwie Gruzińskiego Marzenia wybuchła gorąca dyskusja, czy pozwolić siłom porządkowym na użycie siły. Szef MSW Wachtang Gomelauri nie miał tu wątpliwości, ale przeciwny był premier Giorgi Gacharia, który w końcu, widząc, że nie przekona partyjnych kolegów, podał się do dymisji. Mediom powiedział, że środki przygotowane przez resort służb wewnętrznych do zatrzymania Melii uznał za nieakceptowalne, bo niosą ryzyko dla zdrowia i życia obywateli, prowokując przy tym eskalację polityczną w kraju. 

Gacharię na stanowisku szefa rządu niemal natychmiast zastąpił Irakli Garibaszwili, dotychczas minister obrony, który był już jednak w przeszłości premierem (2013–2015) i szefem MSW. Nowy premier i jego rząd uzyskali poparcie 89 deputowanych (dwóch było przeciw). Tyle że w obradach 150-osobowego parlamentu nie ma ZRN i mniejszych partii opozycji. Nowy premier odniósł się w exposé do ZRN jako „schronienia przestępców i terrorystów”. Nic w tym zresztą dziwnego, przed jesiennymi wyborami mówił, że partia opozycyjna „zasługuje na delegalizację”. Niecałą dobę po wystąpieniu Garibaszwilego policja uderzyła. 23 lutego rano specjalne jednostki MSW wspierane przez policję wzięły szturmem siedzibę opozycyjnego Zjednoczonego Ruchu Narodowego (ZRN) i w kajdankach zabrały jego szefa, Nikanora Melię. Na korytarzach budynku doszło do starć funkcjonariuszy ze zwolennikami opozycji, 17 osób zostało rannych. Jeszcze tego samego dnia wieczorem zwolennicy opozycji rozbili namioty w pobliżu parlamentu. Opozycję oburzył też fakt, że do akcji doszło w dniu, w którym Gruzini wspominają tragiczną rocznicę wkroczenia sowieckiej 11. Armii do ich kraju w 1921 roku. Tego dnia, już po zatrzymaniu Melii, Garibaszwili składając winiec na mogiłach kadetów poległych 100 lat temu w walce z sowieckim najeźdźcą, powiedział: „Melia złamał prawo, a wszyscy, którzy łamią prawo, będą odpowiadać za swoje przestępstwa”.

Gra o tron po gruzińsku

Jedyną nadzieją gruzińskiej opozycji jest dziś Zachód. Tylko Bruksela i Waszyngton mogą wywrzeć nacisk na władze w Tbilisi. Szturm siedziby ZRN i zatrzymanie lidera opozycji zostały natychmiast potępione przez USA, Wielką Brytanię, UE i wielu wpływowych zachodnich polityków. Ambasada USA w mocnych słowach ostrzegła, że „Gruzja cofnęła się na swej drodze ku staniu się silniejszą demokracją w euroatlantyckiej rodzinie narodów”. Brytyjski ambasador Mark Clayton powiedział, że jest zaszokowany rajdem policji, dodając, że „przemoc i chaos w Tbilisi to ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebuje Gruzja”. Krytyka brutalnej akcji wobec Melii nie oznacza jednak, że Zachód popiera opozycję. Choć ta stara się podkreślać, że jest bardziej prozachodnia niż GM, to jednak politycy z USA i UE w tym konflikcie starają się zachować neutralność. Kryzys został czasowo nieco opanowany dzięki mediacji przewodniczącego Rady Europejskiej Charlesa Michela, który przyleciał 2 marca do Tbilisi.

Jednak wojna rządu z opozycją może w każdej chwili wybuchnąć z nową siłą. Oto bowiem 6 marca niezależna prywatna telewizja, znana z krytycznego podejścia do rządzącego Gruzińskiego Marzenia, TV Pirveli wyemitowała nagrania rzekomych rozmów telefonicznych członków rządu z Berą Iwaniszwilim, synem założyciela Gruzińskiego Marzenia, miliardera Bidziny Iwaniszwilego. Z rozmów wynika, że pochodzą one z 2017 roku, zaś Iwaniszwili junior zleca bliskim współpracownikom ojca, ówczesnemu szefowi MSW Iraklemu Garibaszwilemu (obecnie premier) i Anzorowi Chubinidze (wtedy i dziś szefowi służby bezpieczeństwa SSGS), rozprawienie się z jakimiś młodymi internautami zamieszczającymi wpisy obrażające Iwaniszwilich. Z nagrań wynika, że Garibaszwili wydaje się zdeterminowany, by ukarać autorów wpisów. Ujawnione nagrania w szokujący sposób ukazują, jak Iwaniszwili i jego rodzina uczynili Gruzję swoim prywatnym folwarkiem. To może oznaczać poważne problemy dla Gruzińskiego Marzenia i obecnego premiera.

Garibaszwili to bardzo bliski współpracownik Iwaniszwilego, którego fortunę szacuje się na blisko 5 mld dolarów. Miał ją zdobyć w latach 90. XX wieku w Rosji, inwestując w metale, nieruchomości i bankowość. Miał też udziały w Gazpromie. W 2012 roku założył partię Gruzińskie Marzenie, a ta niespodziewanie wygrała wybory. Iwaniszwili był premierem tylko nieco ponad rok, potem wycofał się z aktywności rządowej, pozostając jednak faktycznym przywódcą Gruzji. Jego partia wygrała dwa kolejne razy (w 2016 i 2020 roku). W styczniu bieżącego roku Iwaniszwili ogłosił rezygnację z działalności politycznej, ale mało kto wierzy w to, że zrezygnował z pociągania za sznurki. Opozycja od początku zarzuca Iwaniszwilemu i jego partii powiązania z Rosją. Faktem niezaprzeczalnym jest, że w ostatnich latach Gruzja wyraźnie zmiękczyła swoje stanowisko wobec Rosji, zaś prorosyjskie partie nabierają siły. Nie chodzi zresztą tylko o samego oligarchę. Choć były już premier Gacharia, zanim Iwaniszwili ściągnął go do gruzińskiej polityki, był biznesmenem w Moskwie. Nic dziwnego, że teraz na ulicach pojawiły się hasła „Stop Putin’s Dream” (nawiązanie do nazwy partii rządzącej) oraz „Nie chcemy wracać do Związku Sowieckiego”.

Kompromitujące rząd nagranie ujawniono dzień po tym, jak Biuro ds. Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR) OBWE wydało ostateczny raport na temat wyborów parlamentarnych w Gruzji 31 października 2020 roku. Choć z pewnymi zastrzeżeniami, raport ogólnie ocenił wybory jako „konkurencyjne i dobrze zorganizowane mimo wyzwań związanych z pandemią COVID-19”. Taka jednoznaczna międzynarodowa legitymizacja wyników wyborczych powinna niewątpliwie wzmocnić pozycję GM w negocjacjach z opozycją. Dzięki mediacji Michela, obie strony uzgodniły złożoną z sześciu punktów agendę dla negocjacji. Jeden z punktów potencjalnie otwiera drogę do wcześniejszych wyborów. Pomimo odrzucenia przez GM decyzji o przeprowadzeniu przyspieszonych wyborów, niektóre źródła sugerowały, że nadal jest miejsce na konsensus z umiarkowanym skrzydłem opozycji, aby najpierw przeprowadzić plebiscyt w sprawie przedterminowych wyborów. Jednak pomysł takiego plebiscytu skrytykował natychmiast Micheil Saakaszwili, ostrzegając, że GM próbuje wciągnąć opozycję w pułapkę. To właśnie prezydent Gruzji w latach 2004 –2013 jest założycielem i wciąż faktycznym przywódcą ZRN. Tyle że z emigracji. Po porażce ZRN w 2012 roku, i zakończeniu swojej kadencji rok później, musiał uciekać z kraju. Nowa władza nie ukrywała, że chce wsadzić go do więzienia. W 2018 roku został skazany zaocznie na 9 lat więzienia za nadużycie władzy. Emigrant Saakaszwili tymczasem politycznie działał już na Ukrainie. Innego zdania niż Saakaszwili było umiarkowane skrzydło opozycji. Ujawnienie nagrań to zmieniło – teraz stanowisko opozycji jest jednoznaczne: tylko przedterminowe wybory. Także perspektywa dialogu i negocjacji wydaje się nierealna w obecnej sytuacji. Może być tylko jeszcze większa konfrontacja i podział społeczeństwa. Nie trzeba dodawać, kto na tym skorzysta.

Russia is back

Czynnik rosyjski stał się ważnym elementem obecnego konfliktu. Obie strony oskarżają się wzajemnie o to, że są marionetkami w rosyjskiej grze. Tymczasem wydarzenia ostatnich kilku lat, jeszcze bardziej miesięcy, a już na pewno ostatnich tygodni, pozwalają Rosji forsować tezę o Gruzji jako państwie upadłym („failed state”). Im dłużej obecna destabilizacja i polityczny klincz będą trwały, tym bardziej Gruzja – nawet bez takiej intencji – będzie się oddalała od drzwi do euroatlantyckiej wspólnoty. Co jest równoznaczne z powolnym powrotem do rosyjskiej strefy wpływów lub – rzecz jeszcze parę lat temu nierealna, a dziś jak najbardziej tak – zbliżeniem geopolitycznym do Turcji. Ankara zaczęła się rozpychać na Kaukazie Południowym, a po jesiennej wojnie o Karabach turecko-azerbejdżański tandem staje się coraz bardziej atrakcyjną możliwą opcją dla obecnego obozu władzy w Tbilisi.

Choć Moskwa twierdzi, że zachowuje neutralność wobec sporu wewnątrzgruzińskiego, to może jednak skrycie oferować wsparcie jednemu z dużych politycznych graczy w zamian za pewne ustępstwa. Rosja może wyciągnąć korzyści z kryzysu w Gruzji, używając narzędzi ekonomicznych i swej kontroli nad separatystycznymi regionami gruzińskimi, Abchazją i Osetią Południową, aby wpływać na sytuację polityczną w Tbilisi w pożądanym kierunku. W ostatnich kilku latach Rosja umocniła się na pozycji drugiego pod względem wielkości obrotów partnera handlowego Gruzji. Jednocześnie ewidentnie widać wzrost rosyjskiej soft power w Gruzji, co jest możliwe dzięki polityce Gruzińskiego Marzenia. To także na skutek rosyjskich działań widać w gruzińskim społeczeństwie rosnące przekonanie, że UE gotowa by była bronić Gruzję przed Rosją, gdyby to miało zaszkodzić unijno-rosyjskim stosunkom. Choć jednocześnie większość Gruzinów integrację europejską uważa za jedno z narzędzi ochrony przed Rosją. Moskwa skupia się na podważeniu więzi Gruzji z Zachodem nie na płaszczyźnie politycznej czy bezpieczeństwa, lecz sprytnie grając kwestiami kulturowymi i ekonomicznymi. Należy pamiętać, że duża część Gruzinów wciąż ma emocjonalne i mentalne więzi z sowiecką przeszłością, wielu ma konserwatywne, prawosławne poglądy (tutaj rosyjska propaganda nastawia ich przeciwko „zgniłemu moralnie Zachodowi”). Wiara wielu Gruzinów w to, że Rosja jest tarczą prawosławia i konserwatywnych wartości, niezbędną dla Gruzji także gospodarczo, stały się ważnymi źródłami wpływów rosyjskich w Gruzji.

Oliwy do ognia dolała 9 marca rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR), wydając komunikat na temat sytuacji w innym suwerennym państwie, Gruzji. Rzecz bez precedensu. W oświadczeniu przypisywanym dyrektorowi SWR Siergiejowi Naryszkinowi czytamy, że USA są niezadowolone z rządzącego ugrupowania, ponieważ nie wykonuje ono poleceń Waszyngtonu, więc Amerykanie planują operację, która osłabi Gruzińskie Marzenie i wzmocni opozycję. Cel? Zdyscyplinowanie rządu w Tbilisi. Wielu działaczy opozycji zinterpretowało komunikat SWR jako wyraz poparcia Rosji dla obozu rządzącego. Ale to zbyt oczywiste tłumaczenie. Każdy wie, że otwarte poparcie ze strony Moskwy to pocałunek śmierci w Gruzji, gdzie jednak zdecydowana większość elektoratu jest antyrosyjska, a oficjalnie prorosyjskie partie to margines. Więc Gruzińskie Marzenie ogłosiło coś zupełnie przeciwnego niż opozycja. Skoro poparcie rosyjskie może tylko szkodzić, to znaczy, że komunikat SWR jedynie miał na celu zaszkodzić rządzącej partii. A z tego wniosek, że Moskwa… popiera opozycję.

Poziom i natura politycznej walki w Gruzji pokazuje wyraźnie, że skala faktycznej „westernizacji” elit politycznych zostaje daleko w tyle za ich aspiracjami wstąpienia do euroatlantyckiej wspólnoty. Niestety, zgodnie z obawami wielu, od momentu odsunięcia od władzy obozu Saakaszwilego, który – przy różnych zastrzeżeniach co do sposobu rządzenia – wykonał ogromną pracę na rzecz zbliżenia Gruzji do Zachodu przede wszystkim poprzez wewnętrzne udane reformy zrzucające z państwa w dużej mierze postsowiecki balast, Gruzja najpierw wyhamowała na drodze do wspólnoty euroatlantyckiej, zaś od kilku lat wręcz wrzuciła wsteczny bieg. Osłabienie instytucji państwa i brutalne – jakże przypominające ponure postsowiecko-kaukaskie praktyki – wykorzystywanie władzy do zwalczania politycznych rywali cofa Gruzję do czasów, gdy musiała balansować między Zachodem a Rosją, aby przetrwać.

 

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze