Zło aborcji weszło na nowy poziom

Bycie przeciwnikiem aborcji nie potrzebuje wiary. Wystarczy nie zagłuszać danych naukowych i być przeciwko możliwości zabicia niewinnego człowieka. Oczywiście wiara dostarcza dodatkowych argumentów, ale to, że poczęte dziecko jest istotą ludzką, a nie jakimś niezdefiniowanym zlepkiem komórek, to nie kwestia wiary, lecz danych empirycznych. Dawniej aborcji dokonywano, ale raczej nikt się tym nie chełpił. Mówiono, że nie jest to rzecz dobra, ale w pewnych sytuacjach nie ma innego, lepszego wyjścia. Teraz zło aborcji weszło na nowy poziom. Puszy się, chwali, reklamuje. Kobieta mówiąca o dokonaniu aborcji, bo mieszkanie za małe, zostaje nazwana kobietą odważną, staje się bohaterką. Jaki jest cel? Być może patrząc na tego rodzaju zachowania od strony jednostki, można mówić o swego rodzaju terapii polegającej na całkowitym wyparciu jakiegokolwiek poczucia winy i wmówieniu sobie, że to, co się zrobiło, było dobre – z księdzem profesorem Dariuszem Kowalczykiem, jezuitą, wykładowcą Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, rozmawia Katarzyna Gójska.

W debacie publicznej przedstawia się prawo do aborcji jako jedno z praw człowieka. Po wolności słowa, prawie do głosowania, równouprawnieniu. Jest ono prezentowane jako naturalna konsekwencja rozwoju cywilizacyjnego. Co Ksiądz myśli o tym zjawisku i jakie będą jego konsekwencje?
Niestety, kwestia praw człowieka została zideologizowana, stając się częścią neomarksistowskiej rewolucji, która – tak jak marksistowsko-leninowska rewolucja, tylko inaczej – chce stworzyć nowego człowieka i nowy świat. A zaczyna – jakżeby inaczej – od niszczenia realnego świata, stworzonego przez Boga. Éric Zemmour mówi o prawoczłowiekizmie. Brzmi fatalnie, ale tym lepiej ukazuje, że mamy do czynienia z czymś potworkowatym. Zupełnie nie wiadomo, skąd biorą się coraz to nowe prawa człowieka, prawa zwierząt itp. Dawniej prawa wyprowadzano z wiary w Boga Stwórcę i Zbawiciela albo z jakiejś koncepcji ludzkiej...
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: