Więzień, któremu serwuje się lody z bitą śmietaną

Scorsese, Al Pacino i De Niro. Łączy ich to, że skończyli już 70 lat i w kinie gangsterskim czują się jak ryby w wodzie. Choć w odróżnieniu od nich mają niezmiennie bardzo wiele do powiedzenia. „Irlandczyk” to spokojnie prowadzona opowieść o niespokojnych rewirach. I znacznie więcej niż tylko genialny film o porachunkach mafijnych i polityce USA po wojnie.  Dobre kino gangsterskie nie istnieje bez precyzyjnie zbudowanego dramatu psychologicznego. I tym najnowszy film Martina Scorsese wygrywa. I nie chodzi tylko o możliwości, jakie daje na planie filmowym 140 mln dolarów wpompowanych w produkcję. Bo mamy tu do czynienia nie tylko  z opowieścią o tym, jak Frank „Irlandczyk” Sheeran (Robert De Niro) pokonuje drogę „awansu” od dostawcy mięsa do guru mafijnego świata. Ale co ciekawsze, widzimy go też jako człowieka gasnącego, który musi z pokorą poddawać się starości. Malarz, stolarz, gangster Frank jako płatny morderca pracował dla najgłośniejszych przestępców XX wieku. Na pytanie czym się zajmuje, odpowiadał, że maluje ściany. Nie dodawał, że krwią. Na pytanie, czy potrafi coś jeszcze, odpowiadał, że roboty stolarskie. Nie zdradzając, że chodzi o napełnianie trumien. Scorsese buduje swoją opowieść w odniesieniu do realnych postaci i zdarzeń. Fabułę rysuje wokół prawdziwych zagadek dotyczących morderstwa Jimmy`ego Hoffa. Mężczyzny silnie związanego z przestępczością zorganizowaną (w tej roli Al Pacino). Zniknięcie legendarnego działacza
     
40%
pozostało do przeczytania: 60%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze