Rosja na dopingu

Czteroletnie wykluczenie z międzynarodowych imprez sportowych ogłoszone przez WADA może pozbawić Rosję pożądanych przez reżim w celach propagandowych złotych medali olimpijskich i mistrzostw świata. To kara za nadzorowany przez państwo program dopingu rosyjskich sportowców. Przynajmniej w tej dziedzinie putinowski reżim płaci słono za bezprawne działania.

Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) wykluczyła Rosję ze wszystkich wielkich imprez sportowych do 2023 roku, w tym z igrzysk olimpijskich w Tokio (2020) i w Pekinie (2022). Rosyjscy sportowcy nie będą mogli startować w swoich barwach, ale możliwy jest ich występ pod neutralną flagą, podobnie jak w 2018 roku na zimowej olimpiadzie w Pjongczangu i podobnie jak w 2016 roku w Rio de Janeiro, gdzie to zastrzeżenie dotyczyło części zawodników.

Wszystko przez „zdradziecki” Zachód
Decyzja zapadła jednogłośnie 9 grudnia po tym, jak okazało się, że Moskwa manipuluje przy próbkach z laboratoriów, podkładając fałszywe materiały i niszcząc akta związane z pozytywnymi testami dopingowymi, które mogłyby pomóc zidentyfikować oszustów. Zakaz dotyczy rosyjskich sportowców, urzędników państwowych i ich przedstawicieli. Sankcje oznaczają cofnięcie akredytacji RUSADA, czyli Rosyjskiej Agencji Antydopingowej. Nie brak jednak głosów, że to za łagodna kara. Szef amerykańskiej agencji antydopingowej (USADA) Travis Trygart uznał decyzje WADA za niedostateczne. „WADA powinna zaostrzyć żądania i wprowadzić maksymalny zakaz udziału rosyjskich sportowców w igrzyskach olimpijskich” – powiedział Trygart.
Wykluczenie sportowców z najważniejszych imprez to poważny polityczny cios dla Rosji. Podczas wizyty w Paryżu (szczyt czwórki normandzkiej) Władimir Putin ze złością określił zakaz jako bezprawną karę zbiorową, utrzymując, że Rosjanie mają prawo rywalizować pod własną flagą i słuchać swego hymnu. Według Putina decyzja WADA jest politycznie motywowana i ma niewiele wspólnego z...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: