Czerwony wampir. Jak byliśmy opozycją totalną przeciw prezydentowi Kwaśniewskiemu

„To polscy patrioci. Vive la Pologne!” – ogłosił z błyskiem w oczach Murzyn, strażnik w paryskim więzieniu, który 1997 roku prowadził na rozprawę czterech dwudziestoparoletnich Polaków. Moi koledzy, którzy przed francuskim teatrem obrzucili jajkami Aleksandra Kwaśniewskiego, stanęli przed sądem w wyniku nacisków polskiej dyplomacji. Francuscy śledczy twierdzili, że nie mają na jajka paragrafu, jednak Jan Wojciech Piekarski, szef protokołu dyplomatycznego (według akt IPN TW „Saim”), zeznał, że skorupki jajka utkwiły w jego uchu, uszkadzając słuch na okres dłuższy niż siedem dni, przez co nie mógł pracować. I francuskie służby udały, że wierzą w tę wersję. Wcześniejszy pobyt we francuskim areszcie stał się kopalnią anegdot, które koledzy będą mogli opowiadać do późnej starości. Oto jeden z nich tuż przed rozprawą odbywającą się w trybie przyspieszonym znalazł się w metalowej klatce wraz z pewnym Rosjaninem. W podstawówce uczył się rosyjskiego, więc mieszanką słów polskich i rosyjskich dogadali się bez problemu. – Szto ty sdiełał? – dopytywał się Wania. – Ja priezidienta jajcami obrzucił – wyjaśnił kolega z dumą. – Priezidienta? Jajcami?! Ty gieroj! – nie mógł wyjść z podziwu Wania. Jak objaśnił, jakby ktoś u nich obrzucił prezydenta jajkami, mogliby go niezwłocznie „ubić”. Sam Wania ociągał się długo z wyjaśnieniem, za co on z kolei siedzi. Gorączkowo zapewniał, że w porównaniu z tak godnym szacunku przestępcą z górnej półki on sam jest nikim i niczego
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze