Retrospekcje

Władimir Bukowski odszedł 27 dni po Kornelu Morawieckim, którego śmierć opłakiwał. Już nikt z nas nie napije się z nim wódki, której niemało lało się, gdy przyjeżdżał na kolejne rocznice powstania „Solidarności Walczącej”… Pisarz, który 12 lat spędził w obozach karnych, prawnuk powstańca listopadowego, wydawał się niezniszczalny. Za mało wysiłku włożyliśmy w ostatnich latach, by jego książki, będące kiedyś dla nas odkryciem, poznało także młodsze pokolenie. Niech więc teraz mają swój renesans. Poniżej fragment pogodnej w sumie opowieści Bukowskiego o pobycie… w psychuszce z książki „I powraca wiatr”. Rozkoszujmy się tym niesamowitym tekstem, a potem sięgnijmy po resztę, pierwszy lub setny raz w naszym życiu…_______________________________________ Władimir Bukowski Zrodziliśmy się, by wcielić w życie świat Kafki Wpakowali mnie tutaj, by mnie zgnoić, izolować, uzyskać potwierdzenie mojej niepoczytalności i wysłać później do Leningradu. Ale, jak to się mówi, człowiek sądzi, Bóg rządzi… Oddział przypominał po prostu złodziejską melinę. Nie trzeba było specjalnie zachęcać sanitariuszy, by przynieśli wódkę, sami pytali, czy nie skoczyć czasem. Żeby tylko były pieniądze. Szklanka dla sanitariusza – reszta twoja. Wezwano mnie do gabinetu. Przy biurku – kobieta w palcie. Leżą przed nią jakieś papiery i mój egzemplarz odezwy. – Dzień dobry. Proszę siadać. Jak się pan czuje? A, wszystko jasne – psychiatra. Od razu można się domyślić po uśmieszku: z
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze