Prawdziwy Obrońca Puszczy

Puszczańską społeczność lokalną można podzielić na dwie grupy. Jedną stanowią ludzie z tych stron oraz napływowi pracownicy Lasów Państwowych – dla nich Puszcza jest miejscem życia, ich światem. Po drugiej stronie są przede wszystkim przyjezdni. Dla nich zmarły niedawno Profesor Jan Szyszko był wrogiem numer jeden. Przede wszystkim dlatego, że naruszał ich spokój – nie pozwalał na bezproblemowe sterroryzowanie lokalnej społeczności ich wizją PB.

Gdy Pan Profesor Jan Szyszko przyjeżdżał na teren Puszczy Białowieskiej, na spotkania z nim przychodziły prawdziwe tłumy. Miejscowych. Tych, dla których ten las był dziedzictwem przodków, elementem wspomnień, a bardzo często także miejscem pracy. Przychodzili zatem ci, którzy żyli w Puszczy i znali ją doskonale. Widzieli w śp. Panu Profesorze człowieka szczerze zatroskanego ich losem, ale także rozumiejącego ich koegzystencję z naturą.

Puszczańską społeczność lokalną można podzielić na dwie grupy. Jedną stanowią ludzie z tych stron oraz napływowi pracownicy Lasów Państwowych – tacy, którzy przyjechali tu dawno, i nowi. Puszcza jest ich miejscem życia, ich światem. Chcą ją zarówno chronić i pielęgnować, jak i normalnie tu żyć. Są przekonani, że można ją użytkować, nie umniejszając jej bogactwa, a wręcz przeciwnie – powiększając je. Właśnie oni widzieli w Profesorze Janie Szyszko ambasadora swoich racji. Po drugiej stronie są przede wszystkim przyjezdni. Tacy, którzy dotarli na te tereny w latach 80. czy 90. Przyjechali z dużych miast, najczęściej z Warszawy. Spodobało im się, kupili domy i uznali, że Puszczę można chronić jedynie zakazami, które generalnie sprowadzą się do jednego polecenia – im mniej ludzkiej aktywności czy wręcz obecności, tym lepiej. Rzecz jasna swoją obecność uznali za dozwoloną, bo już „zasiedziałą”, a przez to naturalną. Zarabiali w większości poza Puszczą, część z nich z walki o jej tzw. pierwotność uczyniła sposób na życie. To właśnie oni dzięki swoim...
[pozostało do przeczytania 40% tekstu]
Dostęp do artykułów: