Hokejowy kij złamany w Katyniu

„Zawsze mówiłaś, że przestrzegam zasad obowiązujących w sporcie, niczym rycerz swego kodeksu. To prawda. Wychowano nas w duchu fair play i uczono poszanowania przeciwnika. To, co z nami uczyniono, nie podlega żadnym zasadom” – pisał hokeista Aleksander Kowalski w liście do żony Janiny z obozu w Kozielsku. Porucznik Kowalski był dwukrotnym olimpijczykiem, wicemistrzem Europy, a przede wszystkim prekursorem hokeja na lodzie w Polsce, jednym z najlepszych polskich zawodników w historii tej dyscypliny. „Januś, pilnuj Smolusków [dzieci – przyp. P.L.] i siebie, o mnie myśl tak, jak powinno się myśleć, o żołnierzu” – sprowadzał jej rozpacz do właściwych żonie żołnierza Rzeczypospolitej proporcji. „W poniedziałek, w godzinach wieczornych, odbył się rewanżowy mecz w hokeju na lodzie pomiędzy drużynami Stanów Zjednoczonych i Polski. Mecz skończył się porażką drużyny polskiej w stosunku 0:5. W pierwszym meczu ze Stanami przegraliśmy 1:4. Mecz powyższy był najszybszym wśród rozegranych dotychczas spotkań olimpijskich. W dwóch pierwszych tercjach Polacy byli drużyną zupełnie równorzędną. Amerykanie musieli dokonywać cudów, aby zdobyć dwie bramki. W pierwszej tercji schodzi z boiska Aleksander Kowalski, z kontuzją oka. Po krótkiej przerwie wraca jednak na boisko i walczy dalej” – relacjonował „Kurier Warszawski” z 10 lutego 1932 roku.Zawziętość Bez tej zawziętości Polacy nie tylko nie odnieśliby olimpijskich sukcesów, lecz w ogóle nie pojawiliby się na
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze