Bać się trzeba tylko zdrady Chrystusa

„Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” Ewangelia św. Jana (J I5, 20) Kiedy zabrakło „Solidarności”, bo komuniści ją rozwiązali, kiedy zabrakło działaczy związkowych, liderów opozycji, bo komuniści ich uwięzili, wówczas ten wątły, słabego zdrowia kapłan stał się przywódcą duchowym, przewodnikiem narodu, wrogiem numer jeden komunistów. To dzięki księdzu Jerzemu Popiełuszce w czasie stanu wojennego serce Polski biło w żoliborskim kościele św. Stanisława Kostki, a nadzieja w sercach tysięcy Polaków nie gasła. 35 lat temu został zamordowany ks. Jerzy Popiełuszko, legendarny kapelan „Solidarności”, męczennik za wiarę i ojczyznę, błogosławiony Kościoła katolickiego. W czasie stanu wojennego sprawował Msze św. za Ojczyznę w warszawskim kościele św. Stanisława Kostki. W każdą ostatnią niedzielę miesiąca stawał przy ołtarzu niemal przed całą Polską. Na Msze za Ojczyznę przyjeżdżały tysiące wiernych z różnych stron kraju. Wierni, dla których nie starczyło miejsca w świątyni, zajmowali miejsca w pobliskim parku, na ulicy, wokół parkanu. W homiliach duchowny mówił o obronie ideałów „Solidarności”, a także o sprzeciwie wobec przemocy. Publicznie napiętnował niegodziwości komunistycznej władzy, wystrzegając się przy tym głoszenia nienawiści do przeciwników – walczył ze złem, a nie ze sprawcami zła. Siłą Mszy była wiara, a nie polityka. W jednej z homilii wygłoszonych podczas Mszy za Ojczyznę ksiądz Jerzy powiedział, iż współczuje ludziom, którzy służą
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze