Bezpieczeństwo Polski, bezpieczeństwo USA

W większości filmów opowiadających o fikcyjnej III wojnie światowej atak na USA zaczynał się od napaści na wojska NATO w Europie. Dlaczego? Bo te stacjonowały najbliżej granic potencjalnego agresora, czyli Rosji. Oznacza to, że jeżeli ktoś chciał mieć pewność, iż nie będzie zdecydowanej i szybkiej odpowiedzi ze strony Amerykanów, musiał najpierw zniszczyć siły USA na Starym Kontynencie. Dlatego też atak na te siły Waszyngton wprost traktował jako wstęp do napaści na terytorium swojego państwa. To daje nie tylko efekt odstraszający  wobec potęgi za oceanem, lecz także chroni Europę przed agresją. Rozszerzenie NATO zmieniło tę doktrynę. USA zobowiązały się do tego, że na terytorium dotychczasowych członków Paktu nie będzie stałych baz i większych jednostek. Miało to przekonać Moskwę do pokojowej polityki i do tego, że przyjęcie nowych członków nie jest wymierzone w Rosję. Oznaczało to jednak, że nowe państwa w Sojuszu były słabiej chronione. Jedynym zabezpieczeniem dla nich stał się artykuł piąty Paktu Północnoatlantyckiego mówiący, że atak na jednego z członków Sojuszu jest atakiem na wszystkich. Faktycznie nikt jeszcze w historii NATO tego artykułu nie przetestował, może poza Wielką Brytanią w bardzo lokalnej awanturze o Falklandy. To świadczy zarówno o sile, jak i możliwej słabości tego zapisu. Dużo większą pewność realnej obrony niż sam artykuł piąty dają stacjonujące – na potencjalnie zagrożonym terytorium – wojska USA. W momencie gdy atak na te siły
     
38%
pozostało do przeczytania: 62%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze