Powołanie mojego rządu to był prawdziwy cud

W momencie, gdy odbyły się wybory w 1991 roku, zostały one przeprowadzone w oparciu o taką ordynację, która doprowadziła do rozdrobnienia i rozbicia parlamentu. Jak przypuszczam, w założeniu tych, którzy ją przygotowywali, wielopartyjność miała nie pozwolić na wybranie rządu, a już na pewno nie pozwolić na uchwalenie nowej konstytucji. W tych warunkach powołanie mojego rządu to prawdziwy cud – mówił w 2013 roku były premier Jan Olszewski w rozmowie z Katarzyną Gójską. Dziś przypominamy obszerne fragmenty wywiadu opublikowanego wówczas w grudniowym numerze „Nowego Państwa”.

4 czerwca 1989 roku był uznawany przez wielu za dzień triumfu polskiej wolności. Trzy lata później dokładnie ten sam dzień to smutna data zwycięstwa pozostałości po komunizmie. Jak Pan ocenia obie daty?
4 czerwca ma dla mnie podwójny wymiar: z jednej strony, był to główny punkt porozumienia Okrągłego Stołu. „Wybory”, chociaż zawsze używaliśmy wobec tego aktu wyborczego cudzysłowu. Przecież w gruncie rzeczy trudno nazywać wyborami sytuację, w której skład Sejmu jest z góry reglamentowany. Z perspektywy dojrzałej demokracji europejskiej takie zjawisko było czymś egzotycznym i nie ukrywam, że nie byłem zwolennikiem tego porozumienia.
Gdy proponowano mi miejsce na liście wyborczej „Solidarności”, bardzo stanowczo stwierdziłem, że nie będę startować. Może te wybory były koniecznością, ale w żaden sposób nie zaspokajały aspiracji polskiego społeczeństwa, które miało za sobą doświadczenie 16 miesięcy autentycznej wolności w 1980 i 1981 roku. Muszę powiedzieć jednak, że nie doceniłem Polaków. Polskie społeczeństwo potrafiło znaleźć luki, które na pierwszy rzut oka trudno było odszyfrować, ale w których można było dać wyraz swojej rzeczywistej postawy. W wyborach wzięło udział prawie dwie trzecie społeczeństwa, co było sukcesem organizatorów, ale tam były dwa punkty, jakich ci, którzy po postkomunistycznej stronie przygotowywali ten projekt, nie...
[pozostało do przeczytania 89% tekstu]
Dostęp do artykułów: