Brexit, czyli kim jesteśmy

Problemu brexitu nie można sprowadzać tylko do kwestii negocjacji. Niezależnie od tego, na jakich warunkach dokona się ostateczny rozwód, wszyscy Brytyjczycy będą musieli zmierzyć się z o wiele większym wyzwaniem: życiem w radykalnie podzielonym społeczeństwie. Jak pozostać wspólnotą, jeśli poglądy na temat migracji czy narodowej tożsamości połowy społeczeństwa są nie do pogodzenia z przekonaniami drugiej połowy? Wielka Brytania jest w kropce i już teraz albo niedługo pożałuje  swojego wyboru – to sąd, z którym zgodziłaby się większość komentatorów obserwujących dziś procedury brexitowe. Z umowy wynegocjowanej przez Theresę May właściwie nikt nie jest zadowolony, a politycy zarówno lewicy, jak prawicy uważają ją – choć z różnych względów – za fatalną. Obserwacja medialnych przekazów może przekonywać, że dla opisu decyzji o opuszczeniu UE przez Wielką Brytanię coraz lepiej pasuje słowo „wyrok”, a nie „wynik referendum”. Sama decyzja zaczyna być postrzegana jak wynik pijackich ekscesów, których człowiek żałuje zaraz po przebudzeniu, ale z konsekwencjami których i tak musi się zmierzyć. Taką wizję pogłębia fakt, że cały proces, mimo że ma formalnego lidera w osobie Theresy May, to brakuje mu lidera wiarygodnego. Nigel Farage, szef partii UKIP, która Brexit niosła na sztandarach, ogłosił koniec swojej kariery politycznej dzień po głosowaniu. Z gabinetu May odeszło też kilku ministrów, z Borisem Johnsonem na czele, których stosunek do wyjścia był zdecydowanie
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze