Pocztówka z Pekinu

Dwie przecznice od mojego hotelu w stolicy Państwa Środka salon samochodowy ulubionego auta Jamesa Bonda – Astona Martina. Zresztą filmowy Bond nie walczy z Chińczykami – nawet korzysta z ich pomocy, tropiąc agenta Korei Północnej (też przecież komunistycznej) aż na Kubie. Producenci filmu o agencie Jej Królewskiej Mości są pragmatyczni – najliczniejsze państwo świata to zbyt wielki rynek zbytu, żeby sytuować rodaków Mao Tse-tunga (tak pisano za czasów mojej młodości, teraz pisze się: Mao Zedonga...) jako wrogów wolnego świata. Zresztą wobec Rosji też złagodzono kurs: owszem, są źli Rosjanie, „twardogłowi”, ale są też dobrzy, którzy chcą uchronić świat od wojny. Niczym NRD-owcy versus brzydka NRF. Obok salonu Astona Martina bogaty Chińczyk może też nabyć najnowszy model Maserati lub banalnego Ferrari. Pekin pyszni się swoim bogactwem, tak jak Moskwa. Tyle że jeszcze bardziej. Jeżeli bogaty obywatel ChRL ma umuzykalnione dziecko i chce inwestować w jego karierę, to proszę bardzo, firmowy sklep Steinwaya tylko czeka. Dla żony owego Chińczyka natomiast podwoje otworzył Tiffany i tuż obok Cartier. Są też ekskluzywne butiki Louis Vuitton czy Chanel i Dior. Co prawda mieszkańcy Pekinu ponoć nie noszą markowych ciuchów tylko własne wyroby, ale jeśli nawet tylko kilka procent z 22 mln pekińczyków (dane sprzed... trzech lat) snobuje się na zachodnią modłę, to te sklepy będą mieć obroty do końca świata i jeden dzień dłużej. Konfucjusz, filozof, który nie jest już
     
40%
pozostało do przeczytania: 60%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze