Stare horrory, nowa histeria

Gdy w Polsce, przynajmniej formalnie, upadała komuna, eksplodował rynek wydawniczy. Uliczne stragany pełne były przyciągających oko kolorowych książek. Niedrogich, często byle jak wydawanych, masowo kupowanych przez wygłodniałych fanów gatunków przez komunistyczne wydawnictwa traktowanych po macoszemu. Jednym z elementów tego boomu wydawniczego było zarzucenie polskich ulic książkami z fantastyką w wydaniu najlepszym i najgorszym. A wraz z nią również z horrorem, gatunkiem w PRL praktycznie nieobecnym, zarówno w wersji importowanej, jak i krajowej.

Wydawano obok siebie mistrzów gatunku i chałturników, tych drugich kreując u nas na półbogów gatunku. Obok Stephena Kinga wydawano autorów dobrych lub przynajmniej niezłych (James Herbert, Graham Masterton) czy uchodzących za fatalnych, w których specjalizował się gdański Phantom Press. To właśnie temu wydawnictwu stada nastolatków zawdzięczają kontakt z produktami takich wyrobników, jak Guy N. Smith czy Harry Adam
Knight. O wielu książkach tych autorów czytelnicy zapomnieli lub chcieliby zapomnieć. Niektóre sceny, również z uchodzącego za reprezentującego niezły poziom Mastertona zatruły wyobraźnię wielu młodym ludziom. Czytelnikom zamierzam ich jednak oszczędzić, lojalnie tylko ostrzegając, że na pewno na nie natrafią, jeśli zdecydują się na bliższy kontakt z którąś z przywołanych pozycji. Oczywiście jeśli nie zrobili tego dwadzieścia parę lat temu.

Mistrzowie i rzemieślnicy
To właśnie wymiana pokoleniowych doświadczeń czytelniczych na jednym z forów internetowych stała się impulsem do powstania tego artykułu. Poszukując bowiem książek wymienionych wyżej autorów, natrafiłem na powieść Grahama Mastertona „Piekielny kandydat” („The Hell Candidate”) z 1981 roku, w Polsce wydaną w 1994 roku w tłumaczeniu Piotra Kusia. Oprócz horrorów Masterton napisał m.in. kilka thrillerów politycznych. Na ogół odmalowywał w nich wizję Ameryki atakowanej w sposób...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: