Wałęsa i Stuhr, czyli historia fałszywych królów

Krakowski Teatr Łaźnia we wrześniu i w październiku wystawiał spektakl „Wałęsa w Kolonos” w reżyserii Bartosza Szydłowskiego. „Ja cały czas chcę rządzić. To jest domena królów. A ja jestem królem. Może ostatnim królem tej ziemi” – pada z ust grającego byłego prezydenta Jerzego Stuhra. Człowiek, który zawsze będzie moim bohaterem” – tak Jerzy Stuhr mówił o Lechu Wałęsie, przygotowując się do tytułowej roli w spektaklu „Wałęsa w Kolonos”. Premiera już na starcie miała charakter polityczny, była napisana w celu osiągnięcia konkretnego efektu i nikt tego nie krył. Stuhr tłumaczył: „Widziałem pierwsze materiały z obrad w Stoczni Gdańskiej – Robotnicy ’80. Zobaczyłem, jak Wałęsa negocjuje z władzą. Wtedy stał się dla mnie bohaterem. Jest postacią niezwykle charyzmatyczną, ma niesłychaną intuicję. Mówię w spektaklu jego słowami: »Szukałem, błądziłem, może podejmowałem złe decyzje, ale zawsze konsekwentnie i uparcie dążyłem do celu«. Za to Wałęsę cenię. I będę go bronić, ponieważ jego postać podkreśla naszą straszliwą wadę narodową – nie cenimy własnych autorytetów. Mamy tendencje do niszczenia ich, na naszych oczach można wymazywać postaci z historii. Jeśli tylko mogę dać skromny wkład, by Wałęsy nie wymazano, zrobię to” – wyznaje aktor. A wyznanie zdumiewa, bo sam Stuhr w wypowiadanym tekście wskazuje na błądzenie i złe decyzje, więc popieranie konsekwencji w takim działaniu zdaje się, mówiąc delikatnie, ryzykowne. Budowanie wizerunku autorytetu – tym bardziej.
38%
pozostało do przeczytania: 62%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze