Putin spuścił psy wojny ze smyczy

Najemnicy rosyjscy działają już nie tylko w Donbasie i Syrii. W ciągu ostatniego roku pojawili się w wielu innych krajach, głównie afrykańskich, choć ostatnio widziano ich również w Jemenie. To kolejny kraj pogrążony w wojnie – bo głównie w takie miejsca Kreml wysyła najemników, by pilnowali interesów państwa i przyjaciół Władimira Putina. Doniesienia o rosyjskich „psach wojny” w Jemenie pojawiły się na początku września. To najprawdopodobniej związana z GRU tzw. Grupa Patriota, lepiej wyszkolona i wyposażona, a przede wszystkim z lepszą reputacją niż słynna już Kompania Wagnera. Niewykluczone, że to efekt prośby prezydenta Najwyższej Politycznej Rady Jemenu (organu politycznego rebeliantów Huti). Mahdi al-Mashat w lipcu apelował do Putina o „użycie wpływów Rosji i politycznej wagi do zatrzymania wojny domowej w Jemenie sprowokowanej przez koalicję Arabii Saudyjskiej i Waszyngtonu”. Oficjalnie Moskwa nie zaoferowała pomocy. Nieoficjalnie mogła wysłać najemników. I nie chodzi tylko o zabezpieczenie rosyjskich biznesowych projektów na Wyspie Sokotra czy długą (od 1962 r.) tradycję wspierania bronią i doradcami lokalnego reżimu komunistycznego. Wszak dla Moskwy Jemen ma strategiczne znaczenie. Uzyskanie kontroli nad Sokotrą, w połączeniu z możliwą bazą w Sudanie (o czym np. prezydent Omar Baszir rozmawiał rok temu z Putinem w Moskwie) uczyniłoby Rosję poważnym militarnym graczem nie tylko w Zatoce Adeńskiej, ale na całym obszarze Morza Czerwonego. Drugi motyw,
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze