Nieuchwytny czynnik

Czy wiedzą Państwo, dlaczego w Polsce sondaże tak często się mylą? Zastanawiałem się nad tym naprawdę wiele lat. Na ogół te sondy źle przewidywały wyniki partii prawicowych, choć często mylą się też co do PSL. Pierwsza odpowiedź, jaka przychodzi do głowy, to taka, że na prowincji trudniej jest przeprowadzić badanie niż w dużych miastach. Nieoczekiwana wygrana Rafała Trzaskowskiego w Warszawie, już w pierwszej turze, i lepszy niż przewidywano wynik Kacpra Płażyńskiego w Gdańsku temu jednak przeczą. Czego więc nie wychwyciły sondażownie? Jaki czynnik wymknął im się spod kontroli?

Trzeba wyraźnie przyjrzeć się samym kampaniom wyborczym, by znaleźć wspólny mianownik. Jest nim społeczna mobilizacja. W miejscach, gdzie sztabom wyborczym udało się wywołać oddolny ruch na rzecz swoich kandydatów, wynik był lepszy niż sondaże. Przeprowadzając sondy, bada się i tych wyborców, którzy pójdą głosować, i tych, którzy się wahają, i tych, którzy nie zagłosują. Co ciekawe, frekwencja w sondażach niemal zawsze jest wyższa niż w rzeczywistości. Działa tu efekt wyrwania do tablicy. Lepiej bowiem dla badanego nie pokazywać, że jest się jednostką aspołeczną, która nie chodzi na wybory. Jednak rozkład przewagi głosów tych, którzy idą głosować tylko w sondażu, nad tymi, którzy rzeczywiście oddają głos w lokalu wyborczym, bywa na ogół inny niż rozkład poparcia dla partii. Ten błąd badacze starają się od pewnego czasu eliminować.

Czynnik mobilizacji nie daje się wychwycić w sondażach robionych kilka dni przed wyborami, bo objawia się on na ogół w ostatnich godzinach. Jak działa? Na przykład sąsiad nakłoni sąsiada, że trzeba iść, bo stoją za tym wyższe racje. Wcześniej w badaniu wyborca, który zamierzał głosować, wyszedłby na aktywnego zwolennika partii, a ten, który nie miał takiego zamiaru  – na wahającego się. Jednak spośród niezdecydowanych jedni pójdą głosować, a inni nie. Którzy się wybiorą? Ci, których ktoś przekona, czyli zmobilizuje. W ...
[pozostało do przeczytania 39% tekstu]
Dostęp do artykułów: