Wielki sukces polskiego wydawcy dziecięcego

Trzeba dużo czytać i podróżując, zawsze zaglądać do lokalnych księgarń. Jest szansa, że jak coś się podoba dzieciom w Grecji, to zyska uznanie i naszych w Polsce. Trzeba też mieć w sobie ciekawość i wrażliwość dziecka, wydawać książki zwłaszcza te ciepłe, mówiące o uczuciach, relacjach z rodziną, rodzeństwem, przyjaciółmi oraz te zabawne. Dzieci uwielbiają się śmiać – z Joanną Rzyską, współwłaścicielką Wydawnictwa Dwie Siostry, rozmawia Sylwia Krasnodębska.

Premio BOP – Bologna Prize for the Best Children’s Publisher of the Year – to najbardziej prestiżowa nagroda dla wydawców dziecięcych na świecie, przyznawana co roku najlepszym oficynom z każdego z sześciu kontynentów świata. W całej Europie najlepszym wydawcą dla dzieci okazało się polskie Wydawnictwo Dwie Siostry. Domyślam się, że pierwszą Pani reakcją było niedowierzanie. Jaka była druga myśl?
Druga to oczywiście by wykorzystać nagrodę do promowania nowości, bo sama nagroda to wielka satysfakcja, ale ja zawsze myślę wtedy biznesowo, żeby wykorzystać nagrodę do promocji. Nas nigdy nie było stać na inwestowanie w reklamę, a okazuje się, że choć znają nas czytelnicy z dużych miast – Warszawy, Wrocławia, Krakowa – to niekoniecznie ci w małych miasteczkach, a tam promocja czytelnictwa jest szczególnie ważna, bo oferta bibliotek miejskich, domów kultury i księgarń jest często skąpa. Dlatego cieszymy się, że rozdzwoniły się telefony. „Mapy” Daniela i Oli Mizielińskich nie wymagają już rozgłosu, ale na przykład seria przewodników po różnych krajach „Dla dociekliwych”, w ramach której ukazały się „Mamma mia” Moniki Utnik-Strugały, przewodnik włoski „Ole” Moniki Bień-Königsman i ostatnio „Man Zou” pełen ciekawostek przewodnik Izy Kaluty po Państwie Środka – jeszcze potrzebują reklamy. 

Wspomniała Pani o „Man Zou”. Z książki dowiadujemy się, że Chińczycy zamiast tortu dostają makaron, a w wieżowcach zostawiają pośrodku specjalny otwór, tak duży, by...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: