Człowiek to jest dziwny gad

Marian Hemar pisał o nim: „Przed wojną w Warszawie było tak, że Tuwim i ja pisywaliśmy podobno najlepsze piosenki. Ale szlagiery, które prosto ze sceny szły na ulice Warszawy, Łodzi, Radomia, które ryczały radiowe i gramofonowe głośniki – te umiał pisać tylko Andrzej Włast”. Do dziś pamiętane są jego utwory „Tango milonga”, „Jesienne róże”, „Ta mała piła dziś” czy „Gdy w ogrodzie botanicznym”. Autor tych piosenek zginął w warszawskim getcie, mimo próby uratowania go przez polskich, „aryjskich” przyjaciół. „Akcja nasza mogłaby zakończyć się sukcesem, gdyby nie pech: Własta zastrzelono, kiedy wychodził już z bramy getta” – wspominała aktorka Loda Halama. Lista przebojów” – każdy, kto używa tego określenia, posługuje się słowem wymyślonym przez Andrzeja Własta. To on w 1930 r. wygrał konkurs „Expressu Wieczornego” na nową nazwę piosenki czy melodii popularnej w danym okresie, która zastąpiłaby wzięty z niemieckiego „szlagier”. Zaproponował słowo „przebój”. Notabene nikt nie napisał więcej szlagierów, a potem przebojów popularnych w II RP niż on… „Jego piosenki mają tę cenną właściwość, że można je śpiewać na wspak i w ogóle we wszystkich kierunkach – szczęścia zdrój, marzeń rój, pieśni żar, pieszczot czar” – kpił z Własta Tadeusz Boy-Żeleński. Niewiele osób wie o tym, że Włast, legionista Piłsudskiego, u progu niepodległości pracował w Wydziale Propagandy (dzisiaj zapewne nazwano by to piarem) polskiego wywiadu, czyli tzw. Dwójki. I dzięki temu ceniony był
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze