BREDNIA POTWORNA I PAPIEROWY ZAKALEC

Historia upadku kontestatorów Organizując uliczne happeningi, miałem okazję poznać większość głównych kontestatorów III RP, od radykalnej prawicy po anarchistów. Wierzę, że ich działalność miała sens. Dzięki tym akcjom wielu młodych ludzi zaczęło zastanawiać się nad mechanizmami rządzącymi w ich kraju. Jednak działalność ta miała jedno ograniczenie. Buntownicy musieli grać z mediami. Bo tylko one dawały im szansę, nawet nie na przekonanie do swych racji Polaków, ale na poinformowanie ich o swoim istnieniu. Taką grę można było prowadzić tylko w pewnych granicach. Buntownik – polityczny folklor – miał prawo w mediach się pojawiać. Jednak jeśli występując w nich na prawach nieszkodliwego wariata, nadużywał tego statusu i zaczynał zbyt często przemycać nieodpowiednie idee, jego dostęp do szklanego ekranu był szybko ograniczany. Jeżeli w międzyczasie popularność pokochał na tyle, że nie mógł się już bez niej obyć, miał tylko jeden wybór – przestać być buntownikiem. To znaczy wolno mu było zachować buntowniczy wizerunek, jednak za cenę wyrzeczenia się niewłaściwych idei. Jeśli zrobił to wystarczająco demonstracyjnie i faktycznie zaszkodził swym dawnym towarzyszom broni, salon był mu skłonny wspaniałomyślnie wybaczyć błędy młodości.Straszni mieszczanie patrzą na Tomasza Lisa Twierdzę, że to, co w latach 90. było utopią, staje się dziś czymś osiągalnym. Powstawanie drugiego obiegu medialnego obejmującego swym zasięgiem znaczną część społeczeństwa
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze