Trudne rozmowy o zmierzchu

Mimo upływu czasu tych rozmów się nie zapomina. Toczonych przy przygasłych ogniskach. Kiedy nie ma odważnego, by nocą pójść po chrust w las. Albo gdy po prostu żal opuścić przyogniskowy krąg słuchaczy. Bo wówczas można bezpowrotnie stracić finał opowieści. A przecież indiańskich historii lasu nie powtarza się zbyt często. Tego wieczoru szybko nie zasnę. Nie sposób puścić mimo uszu historii opowiadanych przez tego Indianina. Carlos wprawdzie nie mówi zbyt wiele. Prędzej potrzyma swój ukochany ster od pirogi, niż rzuci jakąś zabawną dykteryjkę. Woli ciszę od jazgotu. Podczas naszej codzienności wspólnie przeżywanej w selwie zdarzą się jednak i takie sytuacje, w których powinno być nieco łatwiej o rozmowę. Tu jednak nie ma reguły. Może to być akurat wtedy, gdy po zmroku rozpalimy sobie zgrabne ognisko na brzegu rzeki. Albo gdy skończymy wreszcie myć naszą zacumowaną w szuwarach łódź. Gdy podczas kolejnego całodziennego przepływu w górę rzeki znudzi go ciągłe trzymanie steru i wypatrywanie przeszkód na wodzie. Wtedy rzeczywiście może być ciekawie. Jest tylko jeden warunek. Do tego momentu musimy zdążyć wykupić u niego kredyt zaufania. Kosztowna rzecz. Zwłaszcza dla przywykłego do swoich Indianina. – Carlos? A ty się czasem boisz? – wypalam po dłuższej chwili milczenia do leżącego już w hamaku Indianina. Rozpalony nieopodal ogień akurat pali się ciut mocniej, rozświetlając jego zaciekawioną twarz. Chyba spodobało mu się to pytanie. – Pewnie… – Ventiquattros? –
     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze