Ambasadorowie Putina w polskim show-biznesie

Rozkochani w kraju Putina, a zdegustowani polskim patriotyzmem czterdziestolatkowie zaczynali „bywać” i grać, gdy w Polsce o być czy nie być aktora decydowała niemal wyłącznie dawna bezpieka: w telewizjach, firmach producenckich. Gwiazdami stawali się nie tylko zdolni, lecz także zdolni i poprawnie myślący, a najlepiej: zdolni, poprawnie myślący i z odpowiedniej rodziny. Dlaczego polscy aktorzy, którzy zdobyli kontrakt w Federacji Rosyjskiej, o ojczyźnie swoich nowych zleceniodawców nie powiedzą choćby jednego złego słowa, a swojej robią czarny PR? W najnowszym numerze naszego miesięcznika przyglądamy się kremlowskiej propagandzie, w tym tej autorstwa rodzimych celebrytów. Zaiste, może zastanawiać specyficzny zanikowy niepokój o swobody obywatelskie, jaki niosą w sobie popularni polscy twórcy. Nad Wisłą lamentują nad domniemanym ograniczaniem demokracji, a ponad tysiąc kilometrów na Wschód od Polski, w Rosji, ów lęk tracą. W kraju rządzonym przez kagiebistę, gdzie nie ma wolności słowa i zgromadzeń, uczciwych wyborów, są za to polityczne morderstwa, nawet na skalę masową (Czeczenia), nasi celebryci odzyskują spokój ducha. Nawet stare powiedzenie: „kto płaci, ten wymaga” – w tym wypadku przynajmniej niewypowiadania się o sytuacji Rosji – nie tłumaczy w pełni tego zachowania. Czy wśród grupy polskich artystów pracujących w Rosji są ludzie związani z nią nie tylko kontraktami filmowymi czy telewizyjnymi? Pewnie tak, ale przecież nie wszyscy weszli w jakieś
     
52%
pozostało do przeczytania: 48%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze