Najpiękniejsza uciekinierka

fot. NAC
fot. NAC

„Zofia Nakoneczna mówiła wczoraj moją »Matkę Boską Częstochowską« na wielkiej masówce w Manhattan Center. Przepraszam, że się chwalę – ale podobno nie tylko wszystkie baby siąkały, ale i mężczyźni płakali – nawet zimne zakamieniałe bossy polityczne i tzw. byznesmeni, którzy z niejednego pieca chleb jedli” – wspominał poeta Jan Lechoń. To była pierwsza połowa lat 40., a nowojorscy wygnańcy z nieistniejącej Polski mogli przekonać się, że gwiazda polskiego filmu nic nie straciła ze swojej słynnej scenicznej charyzmy. Córka maszynisty kolejowego z Krakowa deklamowała napisany właśnie być może najpiękniejszy polski wiersz, w którym Lechoń zawarł wezwanie narodowe: O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie I w kościele i w sklepiku i w pysznej komnacie W ręku tego, co umiera, nad kołyską dzieci, I przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci. Która perły masz od królów, złoto od rycerzy, W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy, Która widzisz z nas każdego cudnymi oczami, Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami! W tym wezwaniu poeta obejmował wszystkich Polaków, których los rozrzucił po świecie po klęsce zadanej przez zbrodniczych ludobójców z Berlina i Moskwy. Każdy z tłumu wygnańców mógł odnaleźć w nim los własny albo swojej rodziny. Piękna polska aktorka, dzieląca ich los, mówiła jak natchniona: Daj żołnierzom, którzy idą, śpiewając w szeregu, Chłód i deszcze na pustyni, a ogień na śniegu, Niechaj będą niewidzialni płynący w 
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze