Nie bójmy się pamięci o Wyklętych

„Zawsze gorąco Boga proszę w codziennym różańcu, by mi dał siłę wytrwać w tej ciężkiej pracy i trudach, który dźwigam na swych barkach. Widocznie Bóg dobry iskierkę łaski [ma] dla mnie, bo naprawdę przez tyle lat walki ręce moje nie splamiły się niczym brudnym czy czyjąś krzywdą” – pisał w liście do swej siostry Edward Taraszkiewicz „Żelazny”.

16 lipca odbył się we Włodawie pogrzeb dowódcy oddziału partyzanckiego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”. To był wielki dzień dla tych wszystkich, którym bliska jest Polska niepodległa. Po 70 latach powrócił do rodzinnego miasta jego niezłomny obrońca, jeden z najbardziej walecznych dowódców powstania antykomunistycznego. Zginął 3 stycznia 1947 r. w czasie ataku na oddział Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w wiosce Siemień koło Parczewa. Żył zaledwie 22 lata. Jego ciało pochowali potajemnie w anonimowym grobie żołnierze WiN na siemieńskim cmentarzu parafialnym. W czerwcu 1991 r. na jego ziemnej mogile postawiono granitowy nagrobek. W listopadzie 2016 r. IPN ekshumował szczątki partyzanta na prośbę siostry Rozalii Otty.

Nie dla przeciętniaków
Po śmierci „Jastrzębia” komendę nad oddziałem WiN przejął jego dotychczasowy zastępca, starszy brat Edward „Żelazny”. Nie uległ komunistycznej propagandzie i nie skorzystał z amnestii proponowanej przez bolszewików żołnierzom niezłomnym. Podporucznik „Żelazny” należał obok kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, sierż. Jana Leonowicza „Burty” do najbardziej znienawidzonych dowódców przez komunistów na Lubelszczyźnie. Do rozpracowania i zlikwidowania oddziału Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” 30 maja 1951 r. dyrektor departamentu III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, płk Józef Czaplicki, powołał Grupę Operacyjną „Włodawa”. Jej kierownictwo objął wicedyrektor Departamentu III, płk Stanisław Wolański. Jak podaje historyk Grzegorz Makus, w okresie od 21 czerwca do 25 sierpnia 1951 r....
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: