Wschodni płomień pod bałkańskim kotłem

fot. ALEXEY NIKOLSKY  SPUTNIK  KREMLIN POOL  POOL PAP EPA
fot. ALEXEY NIKOLSKY SPUTNIK KREMLIN POOL POOL PAP EPA

Nie kraje bałtyckie, nie Ukraina, nie Kaukaz, lecz Zachodnie Bałkany mogą stać się w najbliższym czasie polem bitwy. Ze słabymi rządami, polityczną niestabilnością, korupcją, konfliktami etnicznymi, religijnymi i granicznymi, ale też głębokimi bliznami po historycznych doświadczeniach Zachodnie Bałkany zaczynają przypominać beczkę prochu. To zasługa Rosjan, którzy traktują region jako ważny front walki z Zachodem. Zachęcana przez Moskwę prawosławna Serbia w styczniu omal nie wywołała wojny z Kosowem, zamieszkanym w większości przez muzułmańskich Albańczyków. W Czarnogórze rosyjski wywiad wojskowy próbował przeprowadzić pucz. Macedonię służby rosyjskie destabilizowały przez dwa lata. Teraz kremlowski ulubieniec Milorad Dodik chce oderwać serbską część federacyjnej Bośni i Hercegowiny. Zachód dostrzegł niebezpieczeństwo i kontratakuje – zaś o znaczeniu Zachodnich Bałkanów przypomniał niedawno wiceprezydent USA Mike Pence, składając wizytę w Czarnogórze, najmłodszym państwie członkowskim NATO. Symbolicznym, bo silne tu zawsze były sympatie do Rosji, historycznego sprzymierzeńca, a Czarnogórcy to prawosławni Słowianie.Neutralny znaczy prorosyjski Początkowo Moskwa nie oponowała, gdy elity większości postjugosłowiańskich republik dążyły do Europy, nie podważała kluczowej roli NATO w zapewnieniu pokoju w regionie po wojnach lat 90. Wycofanie rosyjskich „mirotworców” z Bośni i Kosowa w 2003 roku Moskwa uzasadniała „znaczącą poprawą sytuacji”. Nie
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze