Dyplomaci nie mają lekko

fot. MICHAEL KLIMENTYEVSPUTNIKKREMLIN POOL PAP EPA
fot. MICHAEL KLIMENTYEV SPUTNIKKREMLIN/POOL/PAP/EPA

„Jestem diabelsko wkurzony. Wszystko to już znamy. Aresztujemy szpiega, a Sowieci łapią dowolnego Amerykanina, wymyślają winę i chcą wymiany więźniów”. Ronald Reagan, 7 września 1986 r. Decyzja Władimira Putina o wyrzuceniu aż 755 członków personelu misji dyplomatycznej USA w Rosji może szokować. To prawda – od zakończenia zimnej wojny tak gwałtownego starcia na tym polu między Waszyngtonem a Moskwą nie było (wcześniej administracja Baracka Obamy wyrzuciła 35 rosyjskich dyplomatów). Ale w historii dyplomatycznych stosunków Rosji i ZSRS z Zachodem nie raz było bardzo gorąco. Nowa sowiecka władza od początku z ogromną podejrzliwością odnosiła się do cudzoziemców, a już zwłaszcza obcych dyplomatów, których z założenia uważała za wrogów i szpiegów – można przeczytać w niezależnej „Nowej Gazecie”, która przypomniała kilka problemów, jakie z Moskwą mieli zachodni dyplomaci.W sieci szpicli Pierwszymi przedstawicielami innych państw mającymi do czynienia z bolszewikami, którzy dopiero co zdobyli Piotrogród, byli przybysze z Berlina i Wiednia. Na czele wspólnej niemiecko-austriackiej misji stał Wilhelm von Mirbach-Harff (potem wrócił do Rosji jako ambasador Niemiec – zginął z rąk eserowskiego zamachowca w lipcu 1918 r.). I nie miał łatwej pracy. Pracownicy misji mieli zakaz swobodnego poruszania się po mieście. Hotel, w którym mieszkali dyplomaci, ochraniali łotewscy „czerwoni strzelcy” – najbardziej elitarna i wierna formacja bolszewików w 
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze