Mój Smoleńsk

Dodano: 04/04/2017 - Numer 4 (134)/2017

Smoleńsk przeżywałem osobiście, bo wielu ludzi stanowiących elitę państwa polskiego, która tam zginęła, osobiście znałem. To będzie bardzo osobisty tekst. Nie będę pisał uczonej analizy o tragedii pod Smoleńskiem ani o międzynarodowym kontekście jej wyjaśniania. Nie będę się rozwodził o tym, że byłem pierwszym europosłem ze wszystkich 751 członków Parlamentu Europejskiego, który wystosował w lipcu 2010 r. oficjalną interpelację do Komisji Europejskiej w sprawie unijnej pomocy w „smoleńskim śledztwie”. Smoleńsk przeżywałem osobiście, bo wielu ludzi stanowiących elitę państwa polskiego, która tam zginęła, osobiście znałem. Z wieloma ludźmi się przyjaźniłem. Dla mnie wciąż są obecni nie tylko w wymiarze historycznym, lecz także w moim prywatnym życiu i osobistych wspomnieniach. W moim telefonie komórkowym, choć w ciągu tych siedmiu lat zmieniłem szereg aparatów, wciąż mam nazwiska Ich wszystkich. Głównie są to oczywiście ludzie z Kancelarii Prezydenta, poczynając od Władka Stasiaka, z którym rozmawiałem przed katastrofą, komentując jakieś jego medialne wypowiedzi. Władysław, mój krajan z Wrocławia, nie obrażał się na krytykę. Był mądry, bo wiedział, że warto korzystać z cudzego doświadczenia. Ale byli tam nie tylko ludzie z naszego obozu. Zachowałem telefon do prezesa PKOl, wywodzącego się z lewicy, Piotra Nurowskiego. Był też człowiek, z którym regularnie ostro ścierałem się w mediach, ale spotykaliśmy się na imprezach sportowych – Jerzy Szmajdziński (miał być
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze