Rzucili wyzwanie Peerelowi

Los braci Jerzego i Ryszarda Kowalczyków, którzy w nocy z 5 na 6 października 1971 r. wysadzili w powietrze aulę Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu, gdzie podczas wielkiej fety medale za krwawe stłumienie protestów na Wybrzeżu mieli odebrać zasłużeni funkcjonariusze, to w istocie kontynuacja historii polskiego podziemia antykomunistycznego, historii sięgającej lat 40. i 50. ubiegłego stulecia. Jerzy i Ryszard stali się spadkobiercami Żołnierzy Niezłomnych walczących z bolszewią na ich rodzinnej, wyszkowskiej ziemi. Burząc aulę w Opolu, bracia Kowalczykowie zakłócili dobre samopoczucie nie tylko mającym w niej świętować funkcjonariuszom MO i SB, lecz także komunistycznym kacykom znajdującym się na szczytach władzy peerelowskiego państwa. Zaprotestowali przeciwko masakrze niewinnych ludzi, do której doszło w grudniu 1970 r. na Wybrzeżu. Notabene do dzisiaj nikt nie został ukarany za tę zbrodnię. W czasie celebry esbecy i milicjanci mieli otrzymać nagrody, medale za krwawe stłumienie robotniczego protestu. Jerzy i Ryszard Kowalczykowie działali w osamotnieniu. Do wybuchu doszło kilkadziesiąt minut po północy, kiedy istniała stuprocentowa pewność, że nie zostanie okaleczona choćby jedna postronna osoba. Po brutalnym śledztwie, z użyciem m.in. środków psychotropowych, ultradźwięków – i to był „postęp” w stosunku do śledztw przeprowadzanych przez ubeków w latach 40. i 50. – bracia Kowalczykowie zostali oskarżeni z art. 126 par. 1 Kodeksu karnego o dokonanie
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze