Powrót do klasycznej gospodarki

Nie zmienimy w jeden dzień myślenia ekonomistów ani sposobu finansowania gospodarek. Można jednak przestawić akcenty, pokazać długoterminowe zyski z inwestowania w ludzi.

Czy ktoś wie, ile na świecie krąży walorów finansowych? Biliony, może nawet tryliony dolarów. Nie da się tego łatwo policzyć, bo większość „papierów” jest tylko zapisem elektronicznym, który zmienia się w ułamku sekundy. Banki nie dysponują pieniędzmi wpłaconymi przez ich klientów. Gdyby były one ulokowane na przykład w nieruchomościach czy przedsiębiorstwach, pewnie łatwo można by je odzyskać. Jednak w bankach na kontach są też tylko zapisy elektroniczne. Zapisy lewarowane zmieniającym się prawem i śrubowane kaskaderskimi operacjami, przy których tradycyjny hazard to bezpieczna lokata. Zamiast papierów wartościowych będących częścią przedsiębiorstwa nabywa się derywaty, czyli prawa do nabycia towarów lub firm. Kiedy źle się oceni rozwój rynku, derywaty nie są nic warte. Ale mogą przynieść większy zysk niż wygrana na loterii. Prawo ogranicza oczywiście możliwości inwestowania przez banki, ale to, kto bierze ich pieniądze, już na ogół obostrzone zbytnio nie jest. Można się zastanawiać, ile wspólnego z realną gospodarką mają krążące walory? Na ile odzwierciedlają wartość przedsiębiorstw, dóbr i usług? Wcale bym się nie zdziwił, gdyby te ostatnie stanowiły zaledwie  jeden procent zapisów elektronicznych.

Czym jest więc dzisiejsza gospodarka? Wirtualnym pieniądzem pędzonym przez cwaniaków. Łatwo pożyczają ten pieniądz i zadłużają ludzi, przedsiębiorstwa, a nawet całe państwa. Co się stanie, gdy ktoś naprawdę powie: „sprawdzam”? Od lat państwa i międzynarodowe instytucje finansowe budują zabezpieczenia, by do wielkiego „sprawdzam” nie doszło. Ale wcześniej czy później się to wydarzy. Nie można opierać się na tak totalnej fikcji. Nie można produkować wyłącznie pieniędzy.

Jaki jest ratunek? Zwiększyć prawdziwą produkcję, powiększyć realne dobra,...
[pozostało do przeczytania 35% tekstu]
Dostęp do artykułów: