Ile tlenu w „Tlenie”?

Na początku lat 70. zaangażowanie się w projekt oparty jedynie na brzmieniach syntezatorów, który nie dawał gwarancji sukcesu ani rozpoznawalności, wymagał odwagi i zdecydowania. Nie przeszkodziło to jednak wizjonerom, jak Kraftwerk czy Jean-Michel Jarre w nagrywaniu pionierskich płyt determinujących kierunek rozwoju muzyki elektronicznej na kolejne dziesięciolecia. Pomimo wcześniejszych – udanych zresztą – „dzieł” Jarre’a, album „Oxygene” z 1976 r. przyniósł artyście międzynarodowy rozgłos. Wraz z jego premierą ukonstytuowała się i okrzepła europejska scena elektroniczna. „Oxygene” zresztą, ku zaskoczeniu samego Jarre’a, stał się fundamentem, do którego swoje cegiełki dokładały całe pokolenia późniejszych twórców. Krążki „Oxygene 2” z 1991 r. oraz najnowszy z grudnia 2016 r. „Oxygene 3” są dopełnieniem historii, rozwinięciem koncepcji. Mówiąc inaczej: kolejnymi tomami tej samej opowieści. I chociaż są to tomy wyraźnie odstające poziomem od oryginału, to jednak zasługują na uwagę każdego słuchacza dobrej muzyki elektronicznej. O kształcie tego trzeciego zadecydował przypadek. W trakcie prac nad jednym z najważniejszych i najbardziej skomplikowanych projektów w karierze Jarre’a, albumem „Electronica”, powstał utwór, jak twierdzi sam autor, wyjątkowy: przestrzenny, przepełniony duszą i tajemniczością. Tyle że zupełnie niepasujący do wówczas przygotowywanej muzyki. Trafił więc do archiwum. Przed 40. rocznicą pierwszego wydania „Oxygene” muzyk postanowił zrobić
     
41%
pozostało do przeczytania: 59%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze