Wspólnicy zła

Dodano: 04/01/2017 - Numer 1 (131)/2017

Matka niespełna trzymiesięcznej Nadii wezwała pogotowie dopiero kilka godzin po śmierci córki, zakatowanej przez jej konkubenta. O tym, że dziewczynka nie żyje, wiedzieli oboje, do czasu przyjazdu karetki ogrzewali ją grzejnikiem elektrycznym, by ukryć czas zgonu. Przesłuchiwana utrzymywała, że była dobrą matką i starała się przeciwdziałać temu, że konkubent bił jej dziecko. Na pytanie, dlaczego nie poszła wcześniej z córką do lekarza, odpowiedziała, że bała się, iż wyjdzie na jaw fakt, że jest bita... Co pewien czas wstrząsa Polską informacja o tym, że jakieś dziecko trafiło do szpitala lub zmarło z powodu skatowania przez osobę mu najbliższą – matkę, ojca, partnera matki. Za każdym razem wszyscy zadają pytania: „dlaczego?”, „jak to się mogło stać?”, „czy nie można było temu zapobiec?”, „dlaczego nikt nie zauważył przemocy wcześniej i jej nie przeciwdziałał?”. Pozostają one jednak właściwie bez odpowiedzi. Każda bowiem z tych, które udzielane są w takich okolicznościach, nie wydaje się wystarczającą, żadna nie jest dobrą. Bo dobrych odpowiedzi i prób tłumaczeń takich sytuacji nie ma. Bo jak wyjaśnić fakt, że dziecku zabrano szczęśliwe dzieciństwo, że zabrano mu życie, i że zrobił to ktoś, kto powinien ze wszystkich sił otaczać je opieką i chronić, powinien je kochać?  Dzieci bez żadnych praw Szacuje się, że rocznie około 500 dzieci, w tym niemowlęta, trafia na szpitalne oddziały, bo doświadczyło przemocy ze strony rodziców bądź opiekunów. Przywołanie tylko
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze