Z szacunkiem do własnych fanów

Najnowszy album jest dokładnie taką płytą, jaką chciałoby się otrzymać od Def Leppard. Nawiązuje  do stylistyki poprzednich, niezwykle popularnych albumów zespołu, które w latach 80. królowały na listach przebojów w Wielkiej Brytanii i USA („Pyromania”, „Hysteria” czy „Adrenalize”). Muzycy zrezygnowali z drogi preferowanej przez wielu wykonawców dążących do odnowienia dotychczasowego, zdezaktualizowanego brzmienia. Zresztą jakakolwiek odnowa nie była w ich przypadku konieczna. W odróżnieniu od innego zespołu, który niedawno powrócił z całkiem udanym albumem (Europe „War Of Kings”) Def Leppard nie musieli oddawać się w ręce modnego producenta, aby wykrzesać z siebie ostatnie pokłady artystycznej inwencji. Wynika to z prostego faktu, że Brytyjczycy tak naprawdę nigdy nie podążali za modami. Ich twórczość od początku stanowić miała łatwo przyswajalne danie, którego spożycie być może nie pobudzi kubków smakowych, ale nie doprowadzi do bolesnych żołądkowych retorsji. Ot, przyjemna rozrywka na ciepłe, letnie dni.   Zespół od swojej trzeciej płyty prezentuje dość bezrefleksyjną, zabawową stylistykę, bardziej kojarzącą się z lekkim rockiem amerykańskim niż NWOBM (New Wave of British Heavy Metal) – nurtem, do którego był początkowo zaliczany. W odróżnieniu od specyficznej mieszanki potężnych przesterowanych gitar i patetycznych, uwznioślonych wokali, tak dobrze znanych z dorobku Iron Maiden, Def Leppard poszedł w kierunku skocznych melodii i radiowych szlagierów. Z 
     
41%
pozostało do przeczytania: 59%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze