Zimna wojna 2.0

„To oczywiste, że musimy cofnąć się w czasie i zacząć ćwiczyć rzeczy, do których przyzwyczailiśmy się w czasach zimnej wojny”  – gen. Frank Gorenc, dowódca lotnictwa USA w Europie, 14 września 2015 r. Ogromne poruszenie wywołały słowa rosyjskiego premiera na ostatniej konferencji bezpieczeństwa w Monachium. Dmitrij Miedwiediew ogłosił, że z winy NATO mamy dziś nową zimną wojnę. Część zachodnich polityków rzuciła się zapewniać, że zimnej wojny nie ma, inni, że jest, ale z winy Moskwy. Ale czy w ogóle należy się bać tego sformułowania? Z perspektywy interesów narodowych Polski to wręcz dobrze, że jest nowa zimna wojna. Zgodnie z odwieczną geopolityczną prawdą, że im lepsze relacje Rosji z Zachodem, tym gorzej dla nas i naszego regionu Europy. Więc zimna wojna? Tak! Ale… Powinniśmy być chronieni tak, jak przed 1990 rokiem RFN. A to osiągnąć będzie niezwykle trudno. I teraz właśnie o wzmocnienie wschodniej flanki toczy się cała gra. Bo nawet uznając strategiczne zagrożenie ze strony Rosji, wielu naszych zachodnich sojuszników jednocześnie nie spieszy się do wysyłania wojska na wschód od Odry. Zimnowojenne pogróżki Miedwiediewa z jednej strony mogą nam pomóc w przekonywaniu aliantów o realności rosyjskiej inwazji, z drugiej zaś – co widać najlepiej w Berlinie – mogą mieć odwrotny skutek. „Gołębie” w NATO twierdzą, że byłoby jedynie niepotrzebnym drażnieniem Kremla umieszczanie na wschodniej flance Sojuszu choćby stałych baz wojskowych. Póki co więc nowi
     
4%
pozostało do przeczytania: 96%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze