Od Rewolucji Saur do talibów. Moskiewskie gry w Afganistanie

„Walczymy z amerykańskim imperializmem. Dlatego nie możemy się wycofać” – Jurij Andropow, marzec 1983 r. Gdy we wrześniu 2001 r., kilkanaście dni po zamachach w USA, były generał KGB Oleg Kaługin oświadczył w studiu BBC World News, że więcej terrorystów Al-Kaidy przeszło szkolenie instruktorów KGB niż CIA, jego słów nikt nie traktował poważnie. Dziś wiemy na ten temat dużo więcej. Wiemy też, gdzie Moskwa wyhodowała większość przyszłych islamskich terrorystów. Zagrożenie rządami radykalnych islamistów, chaos wojny domowej, etniczne podziały i brutalna gra obcych mocarstw. Nie, to nie Afganistan lat 90. XX w. Taki Afganistan będziemy oglądać najdalej za kilka lat. Rządy po 2001 r. trwały i trwają tylko dzięki obecności wojskowej międzynarodowej koalicji. Teraz polityka Baracka Obamy, a więc wycofywanie się z Afganistanu, doprowadzi być może nawet do większego chaosu niż w Iraku. Na ten scenariusz szykują się nie tylko afgańscy gracze, z talibami na czele, lecz także zainteresowane sytuacją w tym kraju: Rosja, Iran, Pakistan, Chiny, Indie. Sytuację komplikuje jeszcze bardziej pojawienie się w Afganistanie struktur Państwa Islamskiego. Wciąż jednak dominującą siłą w obozie fundamentalistów są talibowie. Jesienią 2015 r. przeszli do zdecydowanej ofensywy. We wrześniu na krótko zdobyli Kunduz – tak dużego miasta nie mieli w rękach od 2001 r. Zacięte walki toczyły się jesienią – i po zimowej przerwie zapewne znów zostaną wznowione – na północy kraju. Talibowie
     
4%
pozostało do przeczytania: 96%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze