Lubię wstawać po upadkach

Słowo „król” nie do końca mi się podoba. I nie mówię tego przez fałszywą skromność. Z tym królestwem to jest tak, że trzeba ciągle bronić jego granic. Mowa o królestwie wewnętrznym, które jest początkiem tego królestwa w niebie. Jako katolik wierzę, że tam się będzie działo jeszcze lepiej, że będę mógł nie tylko na tej planecie zasłynąć, mówiąc nieskromnie – z Krzysztofem Krawczykiem rozmawia Sylwia KrasnodębskaJak się czuje artysta, który podczas koncertu dostaje kilkuminutowe owacje na stojąco? Rośnie wtedy we mnie piękne uczucie, że jestem na swoim miejscu, że wykorzystuję talent, który dostałem  od Wszechmogącego. Lubię się dzielić z ludźmi tym, co mam między czwartym a piątym kręgiem szyjnym, czyli głosem. I jak widzę, że to ma taki pozytywny oddźwięk, to czuję wtedy naprawdę ogrom szczęścia!Mówi się o Panu, że jest Pan królem polskiej estrady. Można by pomyśleć, że takie miano rozleniwia. Ale nic bardziej mylnego, bo nagrał Pan blisko 120 płyt, w tym 110 solowych, 28 płyt było złotych, 13 pokryło się platyną… Mogłabym zażartować i zapytać, czy Pan mieszka w studio nagraniowym? Coś w tym jest. Jak już jestem w studio, to długo z niego nie wychodzę. To jest tak ekscytujące. Uwielbiam mierzyć się z zadaniami, które stawia przede mną moja praca…Przez pięćdziesiąt dwa lata może to być wciąż ekscytujące? Jeśli kocha się to, co się robi, to oczywiście że tak. Ale określenie, którego Pani użyła, słowo „król”,
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze