ZARAŹLIWA FANTAZJA KAROLA MAYA

Po pierwsze, najciekawsi są fałszerze, a May był fałszerzem do potęgi. Zarzucano mu, że nie odwiedził ani Bliskiego Wschodu, ani północnej Afryki, ani nawet Dzikiego Zachodu, a nie tylko o tych miejscach pisał, lecz także – czy może przede wszystkim – kreował się w książkach na doświadczonego podróżnika, westmana, przyjaciela dobrych Beduinów i wroga Beduinów złych. Miał znakomicie strzelać, jeszcze lepiej pływać (tak, tak, nawet na stojąco!), a już najlepiej w całym wszechświecie zakradać się pod nieprzyjacielskie obozowiska.

Kreował się nie tylko w książkach, ale i w życiu codziennym, kiedy to podrabiał pamiątki, inscenizował fotografie (polecam w omawianej książce znakomity wybór takich fotografii), pisał listy do gazet, udzielał wywiadów i korespondował z koronowanymi głowami. Kapuściński przy nim to wybitny przykład reporterskiej rzetelności. Bo May w daleką podróż wybrał się dopiero u schyłku życia, zwiedzał wtedy świat raczej jako bierny europejski turysta, a z tej podróży wrócił zmęczony i rozczarowany.

Rzeczywiście, trudno nie ukryć rozczarowania oglądaniem świata, trudno, by to znużenie oglądaniem rzeczy takimi, jakie są naprawdę, nie pojawiło się u schyłku życia, kiedy wszystko, co najciekawsze, narodziło się już w głowie (w fantazji, jak powiadają niektórzy) i dawno zostało skonsumowane w napisanej powieści. Świat nie wytrzymuje konkurencji z powieścią i musi przy niej polec.

To rozczarowanie było jednak dla Maya ożywcze, od tej pory dopiero – kiedy już był stary, schorowany i wymęczony krytyką oraz rozlicznymi procesami – jego literatura zaczęła dojrzewać do czegoś większego niż dotychczas, autor dopiero wtedy wydał się świadomy formy i tę formę począł wcielać w książki.

Po drugie, od Ameryki i krajów muzułmańskich w powieściach Maya ciekawsza jest Europa. To bluźniercze zdanie, niewiarygodne w ustach kogoś, kto całe dzieciństwo przeżywał losy Winnetou, nabiera nowego wymiaru, gdy Maya zaczyna czytać...
[pozostało do przeczytania 49% tekstu]
Dostęp do artykułów: