ZARAŹLIWA FANTAZJA KAROLA MAYA

Po pierwsze, najciekawsi są fałszerze, a May był fałszerzem do potęgi. Zarzucano mu, że nie odwiedził ani Bliskiego Wschodu, ani północnej Afryki, ani nawet Dzikiego Zachodu, a nie tylko o tych miejscach pisał, lecz także – czy może przede wszystkim – kreował się w książkach na doświadczonego podróżnika, westmana, przyjaciela dobrych Beduinów i wroga Beduinów złych. Miał znakomicie strzelać, jeszcze lepiej pływać (tak, tak, nawet na stojąco!), a już najlepiej w całym wszechświecie zakradać się pod nieprzyjacielskie obozowiska. Kreował się nie tylko w książkach, ale i w życiu codziennym, kiedy to podrabiał pamiątki, inscenizował fotografie (polecam w omawianej książce znakomity wybór takich fotografii), pisał listy do gazet, udzielał wywiadów i korespondował z koronowanymi głowami. Kapuściński przy nim to wybitny przykład reporterskiej rzetelności. Bo May w daleką podróż wybrał się dopiero u schyłku życia, zwiedzał wtedy świat raczej jako bierny europejski turysta, a z tej podróży wrócił zmęczony i rozczarowany. Rzeczywiście, trudno nie ukryć rozczarowania oglądaniem świata, trudno, by to znużenie oglądaniem rzeczy takimi, jakie są naprawdę, nie pojawiło się u schyłku życia, kiedy wszystko, co najciekawsze, narodziło się już w głowie (w fantazji, jak powiadają niektórzy) i dawno zostało skonsumowane w napisanej powieści. Świat nie wytrzymuje konkurencji z powieścią i musi przy niej polec. To rozczarowanie było jednak dla Maya ożywcze, od tej pory dopiero – kiedy już był stary
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze