Idę tam, gdzie prowadzi mnie wyobraźnia

Sztuka była zawsze sposobem na wyrażanie tego, co niewidzialne, nieosiągalne, większe. Nie ma w tym nic dziwnego, że śpiewa się o ciele i o duszy. Mało tego, nigdy nie chciałem być śpiewakiem religijnym ani świeckim, tylko chciałem śpiewać o ciele fajnie wymyślonym i o fajnie wymyślonej duszy – z Mieczysławem Szcześniakiem, który śpiewa sercem, rozmawia Sylwia Krasnodębska.Przeczytałam list od Pana słuchaczki, być może fanki. Pisze w nim, że dziękuje Panu za muzykę, dzięki której przetrwała samotne święta. Jak się czuje artysta, który czyta takie zdanie? Jestem wdzięczny, że pani to zauważyła. Słuchacze dzielą się takimi wyznaniami. To daje artystom poczucie, że nasza praca jest potrzebna i ma sens. Nie chciałbym Pani rozczarować, ale  każdy artysta dostaje czasem taki list. Bo bywa, że spotkanie z samym sobą dzieje się dzięki piosence, filmowi, obrazowi, książce. Bo piosenka towarzyszy codziennemu dniu. Często też słucha się jej w samotności i może mieć wpływ, może inspirować do rzeczy ważniejszych niż piosenka.A my czekamy na nowe piosenki. Cztery lata temu wydał Pan płytę „Signs”. Teraz kończy Pan pracę nad najnowszą. Kiedy premiera? Zmieniłem system pracy. Do tej pory pracowałem nad jedną płytą kilka lat.Czasem sześć, a nawet siedem lat… Myślę, że warto poczekać, żeby wykluło się to, co najlepsze na dany czas. Teraz pracuję nad trzema płytami równocześnie. Tak mi się zdarzyło, takich ludzi poznałem,
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze