Jak bolszewickie wojsko uciekło przed jedną armatą

Generał lejtnant carskiej armii Józef Dowbor--Muśnicki był jednym z kilku Polaków, którzy zaszli najwyżej w rosyjskim wojsku. Jako 14-latek trafił do korpusu kadetów w Petersburgu i przez 36 lat pozostawał daleko od rodaków. Ale siła polskości przerastała wyobrażenia rusyfikatorów. Dowbor mógł słabo mówić po polsku, lecz pozostał gorącym patriotą, któremu – jako dowódcy powstania wielkopolskiego – Poznańskie zawdzięczało przynależność do ojczyzny. Za wierność jej zapłaciły też jego córki, z których jedna zginęła w Katyniu, a druga z rąk hitlerowców. O, Bracia, znad Drui, Berezyny, Świsłoczy! Powiedzcie szczerze w oczy, Każdy kto z was pamięta, Jak przyleciały Dowbora Orlęta – pisał w młodzieńczym wierszu, zapewne inspirowanym „Panem Tadeuszem”, Florian Czarnyszewicz, autor powieści „Nadberezyńcy”. Polacy żyjący w okolicach Bobrujska na Białorusi polskie wojsko zobaczyli tam kilka miesięcy po „rewolucji październikowej” w 1917 r. – pierwszy raz od czasów dawnej I Rzeczypospolitej! Polska wyspa na bolszewickim morzu I Korpus Polski generała Dowbora-Muśnickiego, stworzony naprędce z byłych polskich żołnierzy carskiej armii, korzystając z porewolucyjnego chaosu zajął twierdzę w Bobrujsku. „Po prostu wierzyć nie chce się w to, jak militarnie słabi byli wtenczas bolszewicy, jeżeli garstka Polaków była w stanie sparaliżować ruchy dwóch armii, to jest niemniej niż ośmiu korpusów!” – pisał generał w książce „Moje wspomnienia”. Odzyskanie twierdzy Bobrujsk, w której
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze