Sprzedawcy fałszywej nadziei

Aż jedna trzecia osób trafiających do egzorcystów to ludzie po zabiegach bioenergoterapeutycznych. Skarżą się najczęściej na depresje, których nie da się leczyć farmakologicznie. Siedem lat temu przyszła do mnie 40-letnia kobieta z 17-letnią córką chorą na raka – profesor Pawlicki z każdym zdaniem tej historii był coraz bardziej poirytowany. – Dziewczyna była niesamowita, miała burzę rudych włosów, zielone oczy i świetlistą cerę. Po przebadaniu zdiagnozowałem jedną z odmian średnio złośliwego raka. Gdy matka dowiedziała się, że jest 75 proc. na uratowanie córki, wzięła ją pod ramię i wyszła. Biegłem za nimi aż na parking, ale kobieta nie dała się przekonać. Miała uzdrowiciela, bioenergoterapeutę, który obiecał stuprocentowe wyleczenie córki. Wróciły po siedmiu miesiącach. Dziewczynka to była już tylko skóra i kości, nie było kogo ratować… Polscy onkolodzy szacują, że co roku umiera na raka 5 tys. osób, które rezygnują z terapii na rzecz uzdrawiania. 50-letnia docent z Uniwersytetu Jagiellońskiego ciężko zachorowała. Co tydzień chodziła do bioenergoterapeuty. Ten przekonał ją, że wyzdrowieje dzięki jego zabiegom. Kobieta nie zrezygnowała z usług szarlatana, mimo iż guz urósł do 20 centymetrów, zaczęła się sączyć z niego ropa, a wszystko potwornie cuchnęło. Bioenergoterapeuta cieszył się z rosnącego guza, mówiąc, że jest dobrze, choroba wychodzi na zewnątrz. Gdy chora trafiła do lekarza, ten złapał się za głowę. Kobieta miała szczęście. Rak dał się wyleczyć.
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze