„Mały Wołodia” Co tak naprawdę Putin robił w Dreźnie?

Dodano: 01/09/2015 - Numer 9 (115)/2015

„Oficera KGB wysyłali na parę lat do NRD, gdzie żył jak na wakacjach, i wracał do ojczyzny z niemieckim aparatem fotograficznym marki Carl Zeiss i stołową zastawą Madonna. Te dwie standardowe rzeczy były praktycznie jedynym rezultatem jego »wywiadowczej działalności« w NRD” – Jurij Szwec, były oficer I Głównego Zarządu KGB. Nagły wysyp publikacji, wywiadów i opinii na temat służby Władimira Putina w NRD zapewne nie jest przypadkiem. Tym bardziej, że podawane informacje – część z nich, fakt, już znana wcześniej – delikatnie rzecz ujmując, nie stawiają prezydenta Rosji w najlepszym świetle. Burzą oficjalną biografię silnego przywódcy, który już wtedy, jako młody oficer wywiadu, miał rzekomo wykazać się cechami i osiągnięciami godnymi przyszłego zbawcy imperium. Dużo wskazuje na to, przynajmniej w przypadku publikacji niemieckich, że mamy do czynienia z kontrolowanymi przeciekami, za którymi stoją władze w Berlinie, a przynajmniej ich część, oraz służby z BND na czele. Wydaje się, że z jednej strony ma to na celu uderzenie w wizerunek Putina – bo jak inaczej tłumaczyć wynurzenia podwójnego agenta, który mówi o niezdrowym zainteresowaniu Rosjanina trudnymi do wykrycia truciznami (wypływa to akurat w czasie przesłuchań w Londynie ws. zabójstwa Aleksandra Litwinienki), szantażowaniu naukowca materiałami porno i werbowaniu znanego neonazisty i kryminalisty. Z drugiej strony, może to być też ostrzeżenie wysłane przez Berlin do Putina: pytanie bowiem, co jeszcze
     
5%
pozostało do przeczytania: 95%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze