Front i zaplecze

Metodologia działania zarówno wobec kraju frontowego, jak i zaplecza frontu jest znana od setek lat w różnych sytuacjach. Kraj frontowy traci, kraj na zapleczu zyskuje.

Nieszczęściem Polski od XVIII wieku było to, że stała się krajem frontowym. Na wschodzie wyrosło agresywne rosyjskie imperium, które w kolejnych wojnach pożerało nasze terytorium. Mieliśmy faktycznie tylko dwie możliwości: walczyć albo utracić niepodległość. Kiedy na początku XX wieku odzyskaliśmy państwowość, Polska ponosiła ogromny wysiłek, by powstrzymać agresywną politykę Moskwy. W momencie agresji z dwóch stron nie byliśmy w stanie się obronić. Ale nawet w krótkich chwilach pokoju sytuacja nie była prosta. Konieczność utrzymywania dużych sił zbrojnych, walka z rozbudowaną aktywnością szpiegowską i ekspansją gospodarczą ograniczała nasz rozwój. To jest koszt bycia krajem frontowym.
Rok temu nasza sytuacja po raz pierwszy od 300 lat radykalnie się poprawiła. Rewolucja na kijowskim Majdanie przesunęła front 500 kilometrów od polskiej granicy. Cała rosyjska ekspansja musiała skoncentrować się na Ukrainie.
Co to oznacza? Polska staje się dla biznesu bezpiecznym krajem i może zapraszać do siebie nie tylko ryzykantów inwestujących wyłącznie wtedy, kiedy mają zagwarantowany szybki i duży zysk, lecz także firmy budujące swoją przyszłość w perspektywie dziesiątek lat. Jako zaplecze frontu stajemy się bardziej stabilni politycznie, zyskujemy na infrastrukturze i handlu.
Mamy więc ogromny interes gospodarczy w utrzymaniu niepodległej Ukrainy. Każdy, kto będzie chciał robić w tamtym rejonie interesy, musi zakotwiczyć się jakoś w Polsce. Metodologia działania zarówno wobec kraju frontowego, jak i zaplecza frontu jest znana od setek lat w różnych sytuacjach. Kraj frontowy traci, kraj na zapleczu zyskuje.
W działaniach wobec Ukrainy nie chodzi więc tylko o nasze bezpieczeństwo, lecz o zwykły biznes. Możemy nie sprzedać na Wschodzie ani jednego jabłka czy...
[pozostało do przeczytania 44% tekstu]
Dostęp do artykułów: